„Uwierzcie, że jeżeli będziecie w Waszej rodzinie świętować niedzielę, to taki styl życia pomoże zachować Waszą rodzinę od wielu niebezpieczeństw i niepewności”. Z Listu KEP na Niedzielę Świętej Rodziny 2012
Niektóre rodziny zapraszają mnie do swego życia, znacznie więcej domów znam z opowiadań moich uczniów – gimnazjalistów i licealistów. Poniżej zamieszczam niektóre z nich. Ze względu na dyskrecję, jaką muszę zachować wobec nich, niektóre fakty zmieszałem. W efekcie powstały relacje ukazujące obraz polskich rodzin w sposób anonimowy.
Jeden fakt biblijny: niedziela to początek
Mam kochanych Rodziców, którzy zakładali rodzinę jako niewierzący, potem jednak, otoczeni nieustanną modlitwą dziadków, odnaleźli Pana Boga i zapraszają Go do naszego domu. Dzięki mojej katechetce ze szkoły podstawowej nasze niedziele są niezwykłe. Przed moją I Komunią św. Rodzice chodzili na comiesięczne spotkania i na jednym z nich dowiedzieli się, że z opisu zawartego w Księdze Rodzaju wynika jednoznacznie, iż niedziela jest pierwszym dniem tygodnia, a „gdy nadeszła pełnia czasów”, Pan Jezus odnowił dzieło stworzenia właśnie w niedzielę – tego dnia zmartwychwstał. Wtedy postanowili, że niedziela będzie u nas zawsze świętem. Jak to wygląda w praktyce?
W każdą sobotę Tata kupuje Mamie jakiś kwiatek, niedawno poprosiłam, bym mogła się w to włączyć, i jak tylko coś na polu już rośnie, to robię bukiecik. Mama przygotowuje obiad, koniecznie z jakimś dobrym ciastem, a robi to w sobotę, by w niedzielę nie gotować. W niedzielę rano, przed śniadaniem, idziemy do kościoła – lubimy chodzić na godz. 8, bo zawsze tę Mszę św. odprawia poprzedni proboszcz naszej parafii, który błogosławił małżeństwo Rodziców. Potem jest czas na śniadanie, niekiedy nawet ksiądz senior bywa u nas. I zawsze na ten dzień Rodzice coś wymyślą: albo jest to ciekawa wycieczka, albo jakaś gra w parku, czasem odwiedzamy dziadków, niekiedy jesteśmy w kinie.
Po południu albo wieczorem jest wspólna modlitwa, Tata zwykle robi wprowadzenie, a my w niej uważnie uczestniczymy. Jest to Różaniec, niekiedy Nieszpory, a któregoś wieczoru oglądaliśmy z płyty Akatyst śpiewany przez kleryków seminarium.
Zawsze czekam na niedzielę, to ulubiony nasz dzień – mój i mojego brata bliźniaka. Jak siostra trochę podrośnie, to też będzie uwielbiała ten dzień.
Nie swoją wolę...
Mój Tata jest lekarzem. Kiedyś zauważyłem, że pieniądze za wizytę, którą odbywa w niedzielę, zanosi do księdza proboszcza. Gdy go o to zapytałem, najpierw mnie przeprosił, mówiąc, że uważał mnie za zbyt młodego, bym to zrozumiał. Mam już 15 lat i rzeczywiście już dawno mogłem to usłyszeć. Tata powiedział mi, że jak dawniej szabat był dniem, w którym Izraelici „nie powinni wykonywać swojej woli”, tak teraz dla nas jest niedziela. Dlatego, jeśli musi usłużyć komuś w niedzielę, a przecież taki jest jego zawód, to uważa, że to są pieniądze Pana Boga.
Od tej rozmowy zawsze staram się odrobić lekcje w piątek lub w sobotę, a jako mój dar – a pewnie i wspaniałą naukę na przyszłość – traktuję to, że czynnie włączam się w przygotowanie obiadu. Polubiłem nawet te chwile spędzane z Rodzicami – zawsze przy krojeniu sałatki o czymś ciekawym porozmawiamy.
Tylko cierpienie
Jest nas czworo, ale chyba tylko w biurze meldunkowym... Rodzice są albo w pracy, albo gdzieś poza domem. Ja już nie lubię swego domu, a zwłaszcza niedziel, bo wszystko dzieje się nie tak, jak powinno. Tylko brat i ja idziemy do kościoła, nawet nie wiem, skąd nam się to wzięło, bo rodzice są tam raz, dwa razy w roku. Mama mówi, że jest zbyt zmęczona, a Tata twierdzi, że sam mógłby powiedzieć ciekawsze kazanie niż to, które można tam usłyszeć. Po kościele zwykle idziemy do dziadków albo do którejś z ciotek, bo u nas pusto, nie ma do kogo wracać. Dlaczego jak chcę z kimś pogadać, to muszę dzwonić do chrzestnej i z nią się specjalnie umawiać? Czemu w naszym domu nie może być tak, jak powinno?
Jedną z charakterystycznych cech prawdy jest być katolicką - zauważył wielki poeta, dramaturg i myśliciel francuski Paul Claudel. Jak przemówiła w Meksyku Matka Boża z Guadalupe w 1531 r.? Tak, by Aztekowie uchwycili istotę rzeczy. Natychmiast i nieodwołalnie. Widząc Jej wizerunek na płaszczu Indianina Juana Diego, mogli ujrzeć całą prawdę o Zbawicielu i Jego Matce. Ta prawda podbiła ich serca, przeniknęła do ich umysłów. Zawładnęła nimi. Lud, który składał bogu Słońcu ofiary z ludzi, stał się w jednej chwili gotowy, by przyjąć chrzest. Ci, dla których wcześniej współczucie i miłosierdzie było czymś niezrozumiałym, stali się ludem chrześcijańskim.
Matka Boża poprzez swój wizerunek, namalowany przez Boga na płachcie z włókien agawy, w czytelnej dla wychowanków kultury azteckiej symbolice powiedziała o Panu Jezusie - Dziecku, które nosi pod Sercem, o Bogu Ojcu, a także o swojej chwale wszystko, co było niezbędne, by wstrząsnąć ich religijną świadomością. I niejako przenicować ją na drugą stronę, bo tkwili dotąd w ciemności i rozpaczy. Orędzie złożone nie ze słów, lecz ze znaków, dotarło do ich sprawnych, posługujących się logiką umysłów. Aztekowie byli ludem niezwykle inteligentnym, ich domeną była matematyka i sztuka. Rozpoznali na obrazie Matkę Boga, Królową Nieba i Ziemi oraz swoją Matkę. Zachwycili się Nią, pokochali Ją. Sami stali się zdolni do miłości.
Nawrócenie okazało się radykalne. W Meksyku powstał nowy naród, na wskroś maryjny. Począwszy od cudu objawienia się doskonałej i nienaruszonej Świętej Dziewicy Maryi, Matki jedynego, prawdziwego i świętego Boga, jak sama Matka Boża przedstawiła się Juanowi Diego, nie było na tej ziemi śladu antagonizmów na tle etnicznym czy rasowym. Hiszpańscy konkwistadorzy zmieszali się z „dzikimi”. Na ogromnym terytorium naznaczonym krwią niewinnych ofiar wybuchła miłość pozbawiona uprzedzeń. Niegdyś kraj dyszał nienawiścią, cywilizacyjnie dominujący Aztekowie prześladowali sąsiednie plemiona. Chrześcijaństwo zawsze likwiduje sztuczne bariery między narodami. Tak było z Polakami i Litwinami po chrzcie Litwy - aż do czasu, gdy wmieszała się „ideologia narodowa”, która jest wykwitem mentalności sekciarskiej.
Zauważmy, że w tym opisie historycznego wydarzenia selekcja, ton i proporcja są katolickie. Nie trzeba wcale przywoływać wszystkich faktów, by ukazać istotę rzeczy, czyli poprowadzić do prawdy. Paul Claudel precyzuje, że prawda katolicka to nie tyle szczegółowy opis, co spojrzenie z wysoka, by można było ujrzeć cały obraz. Przedstawiać prawdę katolicką to przedstawiać racje „wystarczające nie tylko dla pewnego rzędu faktów, lecz dla ich całości”. Ogromne szczęście, jakie spotkało Azteków, to możliwość ujrzenia nie oderwanych fragmentów, lecz od razu wspaniałej pełni prawdy o Niepokalanym Poczęciu, Wcieleniu, Narodzeniu i Odkupieniu.
W naszym podążaniu za prawdą nie możemy zatrzymywać się przy szczegółach, wyrywać czegokolwiek z kontekstu, zastępować całości częścią. By przeciwstawić się antykatolickiej atmosferze, która nas otacza, i antykatolickiej historii, musimy pamiętać o tym, że Kościół katolicki nie głosi jednej z wielu opinii, lecz prawdę. Jego duchowieństwo - przypomina Hilaire Belloc - nie jest częścią duchowieństwa wszystkich wyznań, lecz kapłanami Boga z mocą sakramentalną. Aztekowie pojęli to w jednej chwili, prosząc o chrzest hiszpańskich misjonarzy (w ciągu dziesięciu lat ochrzciło się dziewięć milionów Indian). Juan Diego jest dziś świętym Kościoła. Także my dziś musimy odrzucić radykalnie neopogaństwo - w kulturze, nauce, edukacji. Bowiem to, co Kościół głosi definitywnie w jakiejkolwiek sprawie, nie jest prawdą subiektywną, lecz obiektywną. Nie jest przedstawieniem czegoś, co jest w umyśle, lecz tego, co nadal będzie istniało, choćby nawet wszystkie ludzkie umysły zostały zniszczone. Prawda wspiera prawdę, tak jak nieprawda nieprawdę - katolicka prawda jest częścią uniwersalnej prawdy (H. Belloc). O katolickie książki dotyczące historii jest dziś trudno. Tak zresztą było zawsze. To, co cenne, nie leży na ulicy. Ale zdobycie tych książek nie jest rzeczą niemożliwą. I to powinno stać się dla nas punktem wyjścia.
Boże ojców naszych, wielki i miłosierny! Panie życia i pokoju, Ojcze wszystkich ludzi. Twoją wolą jest pokój, a nie udręczenie. Potęp wojny i obal pychę gwałtowników. Wysłałeś Syna swego Jezusa Chrystusa, aby głosił pokój bliskim i dalekim i zjednoczył w jedną rodzinę ludzi wszystkich ras i pokoleń.
Dwadzieścia pięć osób zostało rannych w wyniku wypadku w centrum Lipska - poinformowało w poniedziałek Radio Leipzig. Rzecznik saksońskiej policji skorygował wcześniejsze doniesienia o dwóch ofiarach śmiertelnych; najnowszy komunikat mówi o jednej.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.