Reklama

Felietony

Wstydliwa rocznica

13 grudnia we współczesnej historii Polski zapisał się już podwójnie. Tego dnia wspominamy początek stanu wojennego, który był krwawym zdławieniem „karnawału Solidarności”.

2025-12-13 06:12

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Warto przy tej okazji pamiętać, że na początku ten ruch rozwijał się tak bardzo energicznie dzięki realnej solidarności, tej przez małe „s” między ludźmi, wielkiej nadziei i entuzjazmie wynikającym z oczekiwanej zmiany. Byliśmy my i oni, i ci „oni” zaczęli realnie obawiać się, że sytuacja wymknie im się spod kontroli. Stąd te dwa kluczowe ruchu, czyli zdławienie oporu oraz selekcja opozycji na tę „radykalną” (niebezpieczną dla komunistów, ich losu, władzy i bogactwa) i tę „konstruktywną”. Dokładnie ten podział opisują historycy, ale do dziś może zobaczyć to każdy z nas. Politycy odwołujący się do nurtu antykomunistycznego i „Solidarności” można łatwo podzielić na tych, co się z „wrogiem” dogadali albo z nim współpracowali i na tych, co nie zdradzili pragnienia wolności i mają go w sobie do dziś, gdy wyzwania są inne, acz sprowadzają się do tych samych pytań o suwerenność państwa i wolność obywateli. Jedni chcieli gen. Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i innych odpowiedzialnych za stan wojenny skazać, a drudzy ich bronili, zapraszali na salony, a później z honorami pochowali.

Reklama

Od dwóch lat dzień 13 grudnia kojarzy się również z nowym rządem, utworzonym z koalicji kilku partii, które same „napompowały” ten dzień, sugerując, że zmiana władzy była momentem przełomowym dla obywateli, w dobrym tego słowa znaczeniu oczywiście. I jak zwykle, gdy zbyt się pompuje oczekiwania, tym większe po zderzeniu z rzeczywistością – rozczarowanie obywateli. I to z każdej strony, bo ci, którzy oczekiwali poprawy zwykłego losu, dostali jego pogorszenie, a ci co liczyli na kadencję krwawych noży i zdjęcia Jarosława Kaczyńskiego odwożonego do zakładu karnego, dostali kolejne przedstawienia wykorzystywanej politycznie do granic prokuratury, bo nikt z obozu władzy nie ma odwagi przyznać, że te liczne „afery”, były de facto wykreowane, po prostu dęte. Celem tej kreacji, zresztą podobnie jak obietnic bez pokrycia było jedynie zdobycie władzy, dla samej władzy, a jej utrzymanie, z racji ego liderów koalicji rządzącej i różnych interesów zamieniło się już w totalne zarządzanie liczbą stołków i wewnętrznymi wojenkami, zamiast rządzenia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reguły gry

Ode mnie powiem tylko, że mając konserwatywne poglądy, bliższe chrześcijańskiemu nauczaniu, niż lewicowej ideologii, czy nihilizmowi – w pełni szanuję demokrację, w związku z czym nigdy moim problemem nie był fakt wymiany ekip rządzących, ale w ciągu ostatnich dwóch lat obserwuję sytuację niespotykaną do tej pory w III RP. Mamy oto ekipę, która obiecała bardzo wiele, zawarła „gruby” kontrakt, podpisała umowę z Polakami, a okazała się wykonawcą, który umowy nie zrealizował nawet w części, a i tak uważa, że nie musi za to odpowiadać. Pytania o niespełnione obietnice i kolejne porażki, czy afery w sferze społecznej, gospodarki, bezpieczeństwa, prawa, polityki zagranicznej i zdrowotnej – zakrzykuje kolejnymi tematami zastępczymi z rozdziału „rozliczenia”, które de facto są jakimś tańcem zemsty i wydumanych zarzutów. Jak to się ma do potrzeb obywateli? Nijak, ale że niesie za sobą wystarczającą dawkę emocji, to zajmuje trochę publikę, która z kolei nie ma czasu wtedy na zainteresowanie się tym co robi lub nie robi władza. A gdy nawet znajduje taki moment, za chwilę zostaje zasypana propagandą sukcesu, gdzie rządzący chwalą się… dokonaniami poprzedników, „okradając” ich politycznie z ich zasług.

Reklama

Już samo spełnianie obietnic zostało za pomocą manipulacji przedstawione jako coś zdrożnego, najpierw za rządów Prawa i Sprawiedliwości, gdy ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego atakowane było za „przekupstwo” (tak jakby realizowany kontrakt z wyborcami nie był kwintesencją demokracji, tylko jej „wrogiem”), a teraz wykorzystywanie funduszy publicznych do poprawy losu obywateli (wozy strażackie, czy ośrodki) staje się największym przestępstwem, bo przecież tym jest stawianie zarzutów kierowania i brania udziału w „zorganizowanej grupie przestępczej”. Tak dziś przedstawiana jest pomoc z Funduszu Sprawiedliwości, która rzeczywiście w niektórych wypadkach trafiała do regionów, w których o głosy zabiegali decydenci i ich frakcja, ale to nadal nie jest przywłaszczenie publicznego grosza, czy kradzież do własnej kieszeni, a przecież jako taka jest prezentowana w rządowej propagandzie. Niesie to za sobą co najmniej cztery korzystne dla obecnej ekipy władzy skutki: zajmuje uwagę obywateli, rozkręcając ich emocje, ustawia opozycję w roli „złodziei”, osłabiając jej potencjał do zastąpienia w przyszłości koalicji 13 grudnia, zmienia o 180 stopni standardy podejścia obywateli do obietnic wyborczych i „załatwiania” im ich potrzeb przez polityków u władzy oraz buduje atmosferę grozy wśród zwykłych urzędników, na zasadzie „gdy rządzi PiS najlepiej nic nie róbcie, żeby nie mieć kłopotów w przyszłości”.

A co w zamian? W relacjach z Ukrainą nie ma już ani sympatii, ani interesów, ze strony Berlina chłód i lekceważenie, resztka wsparcia (oczywiście tylko dla swoich kolegów z Warszawy) płynie z Brukseli, ale i tam wdrażanie paktów migracyjnych, dealu z Mercosur, Zielonego Ładu czy pomysłów cenzorskich idzie w najlepsze. Doszliśmy do punktu, gdzie premier jest ignorowany i pomijany nawet przez tych w UE, którzy powinni chcieć w niego politycznie inwestować, a w Stanach Zjednoczonych obecny rząd nie ma ani szacunku, ani posłuchu i premier sam musi prosić prezydenta, żeby go wsparł, bo ten ma dobry kontakt z prezydentem Donaldem Trumpem, a Donald Tusk nie. Sam jest temu winny, bo zamiast brać przykład z innych antytrumpowych polityków europejskich, gadał na byłego prezydenta USA głupoty na partyjnych wiecach, a później gdy Trump do władzy wrócił, musiał swój własny język połykać, a i tak było za późno.

W polityce krajowej też „padaka”, budżet rozwalony, gospodarka leży, wiarygodność na rynkach spada, firmy upadają, bezrobocie rośnie, podobnie jak (mimo sztuczek GUS) realne ceny podstawowych produktów, emerytury spadają, jakość usług medycznych także, podobnie poziom innowacyjności, a duże inwestycje albo są blokowane albo zwijane. To wszystko na własne życzenie, bo gdy władzy się nie chce albo (przez naciski i uwikłanie zagraniczne) nie może, to państwo nie stoi w miejscu, tylko się cofa. Podobnie się ma kwestia organów państwowych, który przez politykę niszczenia tych, które są od rządu niezależne, wszystkie tracą, bo respekt obywateli do instytucji z polskim orzełkiem przy nazwie spada.

Gdzie się nie obejrzeć tam kryzys, w tym tożsamości, wiary, wartości i edukacji, bo dziś łatwiej stworzyć opłacalnego produkcyjnie niewolnika, niż inwestować w mądrego i oddanego krajowi obywatela. I to wszystko co opisałem jest tylko częścią oceny skutków ostatnich lat, które jak to znane już w całej Polsce serduszko największej partii rządzącej: błyszczące i pulchne na zewnątrz, ale puste w środku. Taką nam przyszło obchodzić rocznicę…

Oceń: +9 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uwaga na brudną kampanię

[ TEMATY ]

kampania

felieton

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

„Andrzej Duda hailował na swojej konwencji wyborczej?” – takie nagłówki mogą co niektórym kojarzyć się z młodością, a przynajmniej z czasami gdy się było młodszym. Tak, to jedna z pierwszych insynuacji, z jaką musiał się mierzyć przyszły prezydent w kampanii wyborczej już w lutym 2015 roku. Minęło blisko 10 lat, mamy przed nami kolejny wyścig do Pałacu Prezydenckiego i prawdopodobny kandydat Prawa i Sprawiedliwości (gdy piszę tekst oficjalnie nie został jeszcze ogłoszony) spotyka się z takimi samymi oszczerstwami.

Tamto było w oparciu o stopklatkę machającego ludziom na konwencji Andrzeja Dudy z małżonką, to nowe zaś kłamstwo, które od wczoraj tajemniczo zaczęło krążyć po sieci – przypisuje dr Karola Nawrockiego do fotografii, na której jest ktoś całkowicie inny.
CZYTAJ DALEJ

Niech decyduje algorytm? O wychowaniu w epoce regulaminów i TikToka

2026-01-09 20:47

[ TEMATY ]

Andrzej Sosnowski

Red.

Andrzej Sosnowski

Andrzej Sosnowski

Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada zmiany, które mają zagwarantować uczniom ustawowe prawo do decydowania o własnym wyglądzie. W debacie publicznej mówi się o wolności, godności i prawach człowieka. Tymczasem w szkolnych korytarzach pytanie brzmi bardziej przyziemnie: kto dziś naprawdę wyznacza granice – statut, dyrektor, rodzic, kurator, a może… TikTok?

Na pierwszy rzut oka konflikt o strój wydaje się błahy. Ot, kaptur, kolczyk, kolor włosów. Jednak każdy nauczyciel wie, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod spodem kryje się spór o autorytet, o rolę szkoły w procesie wychowania, o to, czy dorosły ma jeszcze prawo stawiać wymagania, czy już tylko reagować na skargi. Ministerstwo argumentuje, że brak jasnych przepisów rodzi konflikty, dlatego chce zagwarantować uczniom prawo do kształtowania własnego wyglądu. Jednocześnie nowe regulacje mają wprowadzić granice: strój nie może nawoływać do nienawiści, być dyskryminujący, sprzeczny z prawem ani zagrażać bezpieczeństwu.
CZYTAJ DALEJ

Wspólnota Dwunastu niesie w sobie tajemnicę wolności

2026-01-09 19:33

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Saul wyrusza z trzema tysiącami wybranych, aby schwytać Dawida. Liczba podkreśla przewagę króla i jego lęk. Dawid żyje wśród skał i jaskiń, na ziemi pogranicza. Tam serce uczy się zawierzenia. Saul wchodzi do jaskini. Dawid z ludźmi pozostaje w głębi. W ustach towarzyszy pojawia się odczytanie chwili jako znaku od Boga. Dawid podchodzi i odcina rąbek płaszcza. Ten gest wygląda drobno, a płaszcz w Biblii niesie znaczenie godności i władzy. Tekst mówi, że „zadrżało serce” Dawida. W hebrajskim pobrzmiewa (wayyak lēb), uderzenie sumienia. Wystarcza mu sam znak. Zatrzymuje swoich ludzi i wypowiada słowa o „pomazańcu Pana” (māšîaḥ JHWH). Namaszczenie wiąże króla z decyzją Boga także w czasie błędu króla. W tej księdze rąbek płaszcza już raz pojawił się przy Saulowej utracie królestwa. Rozdarcie płaszcza w 1 Sm 15 towarzyszyło wyrokowi Samuela. Tutaj odcięty rąbek zapowiada zmianę, a Dawid nie przyspiesza jej przemocą. Wychodzi za Saulem, woła go i pada na twarz. Nazywa Saula „panem moim, królem”. Pokora otwiera przestrzeń prawdy. Dawid pokazuje skrawek płaszcza jako dowód, że jego ręka nie szuka krwi. Wzywa Pana na sędziego i oddaje Mu spór. Brzmi przysłowie o złu, które rodzi zło. Dawid nie chce podtrzymywać tej fali. Słowo i gest poruszają Saula. Król płacze i uznaje sprawiedliwość Dawida. Prosi o przysięgę w sprawie potomstwa, bo królowanie w Izraelu dotyka pamięci rodu i imienia. Dawid przysięga. Opowiadanie rysuje obraz władzy poddanej Bogu i serca, które wybiera miłosierdzie w chwili największej przewagi. W tej scenie zwycięstwo ma kształt opanowania, a jaskinia staje się szkołą serca.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję