Reklama

Rodzina

Dzieci transnarodowe

Rzecznik Praw Dziecka apeluje, by nie nazywać dzieci eurosierotami, bo określenie to ma pejoratywne zabarwienie i stygmatyzuje. Lepiej używać określenia „dzieci z rodzin transnarodowych”, czyli takich, w których jedno z rodziców mieszka za granicą

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W 2014 r. Rzecznik Praw Dziecka opublikował raport, z którego wynika, że 1/5 polskich uczniów to eurosieroty – na stałe lub czasowo. Badanie „Dziecko, rodzina i szkoła wobec migracji rodzicielskich: 10 lat po akcesji do Unii Europejskiej”, bo tak zatytułowano raport, pokazało, że w większości wyjeżdżają ojcowie, rzadziej matki. Psychologowie twierdzą, że rozłączanie rodzin, oprócz innych skutków, powoduje także zmiany w psychice dzieci. Już niebawem przekonamy się, kim jest młode pokolenie – dorosłych eurosierot.

Emigracja bezdzietna

Reklama

Pojęcie „eurosieroty” pojawiło się w 2004 r., ale problemem społecznym zostało nazwane przez media w okolicach 2008 r. Coraz więcej Polaków wyjeżdżało wtedy do pracy za granicę. Szczególnie w Polsce północno-wschodniej pustoszały wsie i miasteczka. Ci, którzy już wyjechali, ściągali rodzinę, znajomych, sąsiadów. Przez kanał La Manche przeprawiały się całe autokary najczęściej mężczyzn, zwłaszcza młodych. O zjawisku tym z rosnącym niepokojem mówili najpierw księża, którym wyparowywała część parafian, oraz nauczyciele, przyznający, że coraz więcej ich uczniów to eurosieroty. Sytuacja stała się na tyle poważna, że głos zabrało Ministerstwo Edukacji Narodowej. Raport „Dziecko rodziny migracyjnej w systemie oświaty” opracowano na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród tysięcy nauczycieli. Okazało się, że jest gorzej, niż przypuszczano. Długotrwała rozłąka z rodzicami skutkuje całą masą dziecięcych problemów – od kłopotów z uczeniem się po depresje, rozmaite uzależnienia, wchodzenie w konflikt z prawem czy nawet próby samobójcze. Nie zawsze bowiem dzieci zostawały pod opieką jednego z rodziców, dziadków lub bliskiej rodziny. Zdarzało się, że rodzice straszyli swoje nastoletnie pociechy bidulem, jeśli komukolwiek pisną słowo, że rodzice na całe miesiące zostawiają je same. Jeden z takich nastolatków napisał po kilku latach samodzielności, że często jedynym znakiem od rodziców były pozdrowienia w tytule przelewu bankowego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Część społeczeństwa do dziś nie widzi w tej masowej migracji niczego złego. Wreszcie możemy się otworzyć na świat, poznawać kraje, języki, obyczaje. A w kraju – żyć na odpowiednim poziomie. Jeden z wiejskich nauczycieli opowiada, jak na jego oczach zmienia się na plus obraz wsi. Rodziny, zwłaszcza te najbiedniejsze, mają wreszcie za co żyć. Odbiły się od ekonomicznego dna, kupują komputery, zakładają internet. Dzieci zaczęto dowozić na popołudniowe zajęcia do większych ośrodków, częściej jeżdżą do lekarza, np. stomatologa, i nareszcie widzą coś więcej niż tablicę z nazwą swojej wsi... Rodziny, zwłaszcza w pierwszym okresie, także wydawały się zadowolone. Bezrobotny ojciec w domu a ojciec, który zarabia miesięcznie trzy średnie krajowe, to znacząca różnica. Potrzeba było czasu i doświadczeń, nie zawsze miłych, żeby pojąć, iż nie każda rodzina odnajduje się w sytuacji rozłąki. Że ekonomiczny sukces ma swoją cenę, często bardzo wysoką.

Reklama

Opinię publiczną elektryzowały co rusz doniesienia mediów o polskich dzieciach na angielskich lotniskach, po które nikt się nie zgłasza. O ekscesach nastolatków pozostawionych pod opieką dziadków itd. O wcale niebiednych mieszkaniach w nowych dzielnicach polskich miast, do których wkraczają policjanci i służby socjalne, żeby zabrać do domu dziecka pozostawione bez opieki dzieci. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej alarmuje, że tylko w 2013 r. do rodzin zastępczych i domów dziecka trafiło 1300 eurosierot.

Jak zmierzyć zyski i straty?

W 10. rocznicę rozszerzenia Unii Europejskiej robiono wiele takich rachunków. Prasa niemiecka zauważała np., że to właśnie my, Polacy, zapłaciliśmy najwyższą cenę za integrację. „Die Zeit” pisał: „Emigracja młodych Polaków doprowadziła do tego, że w wielu wsiach zostali tylko starzy mieszkańcy i eurosieroty, dzieci bez rodziców wychowywane przez dziadków, że rozpadły się rodziny. Od tej ludzkiej strony Polacy zapłacili bardzo wysoką cenę za nową wolność”.

Czas płynie i zmienia się oblicze polskiej emigracji. Dzisiaj ludzie wolą wyjeżdżać całymi rodzinami. Biedniej, trudniej, ale razem. Niestety, oznacza to, że nie myślą o powrocie do ojczyzny. Ci, którzy mają już wydeptane ścieżki, czyli potrafią poruszać się po unijnym rynku pracy, wyjeżdżają na kilka miesięcy, żeby zarobić, i wracają. Potem cykl się powtarza. Jeden i drugi model, zdaniem ekspertów, powoduje poważne zachwianie struktury społecznej w Polsce. Uderza w rejony, gdzie mówi się o tradycyjnie mocnej pozycji rodziny – głównie w południową i wschodnią Polskę.

Jest jeszcze inna strona medalu. Według raportu Komitetu Badań nad Migracjami PAN, liczba rozwodów po przystąpieniu Polski do UE gwałtownie rośnie. Niemymi ofiarami tego zjawiska są dzieci. W Anglii np. rozwód to kwestia zaledwie kilku miesięcy, a większość rozwodów odbywa się drogą korespondencyjną, bez konieczności stawiania się w sądzie.

Europokolenie

Reklama

Mówią, że jak dorosną, to też wyjadą, jak rodzice. Deklaruje tak ok. 40 proc. eurosierot. Swój obraz życia na emigracji czerpią z wakacyjnych lub świątecznych wizyt u rodziców, gdy ci starają się nieba przychylić potomkom, więc dzieciaki sądzą, że trafiły do raju. Coraz częściej pojawia się jednak refleksja, że tak naprawdę ci młodzi nie potrafią odnaleźć się na obczyźnie, a w kraju jest im za ciasno. Traktowani przez lata jako bogate biedactwa uważają, że wszystko im się należy. Z trudem znoszą wszelkie ograniczenia i stawianie wymagań. Oczywiście, nie jest to obraz jednorodny. Eurosieroty to także dzieci, które musiały szybko dorosnąć, biorąc na siebie obowiązki dorosłych. Żeby nie zawieść ciężko pracujących rodziców, nie skarżyły się, ale dzielnie zajmowały się domem, płaciły rachunki, sprzątały i prały. Wieczorami opowiadały, jak minął im dzień, przed ekranem komputera, co stało się jedyną formą żywego kontaktu z rodzicami.

Polskę dotyka jeszcze jedno niekorzystne zjawisko – ok. 300 tys. polskich dzieci i młodzieży z emigracji od 2004 r. mieszka obecnie poza granicami. To tak, jakby z kraju wyparowało nagle jedno pokolenie. Chodzą do angielskich szkół, mają sporadyczny kontakt z Polską i zapewne nigdy do niej nie wrócą. Ich liczba w rodzinach naszych emigrantów zwiększyła się w ciągu 2 lat o prawie 30 proc. Ten zdecydowany wzrost liczby polskich dzieci za granicą pokazują także badania przeprowadzone przez polonijne organizacje w Anglii. Tylko w londyńskich szkołach (bez prywatnych) uczy się ok. 22 tys. dzieci mówiących po polsku. To aż prawie trzykrotnie więcej niż w 2007 r.!

Polaków ciężko pracujących za granicą irytuje nazywanie ich dzieci eurosierotami i pokazywanie ich samych jako bezdusznych i bezmyślnych ludzi, skupionych wyłącznie na zarabianiu pieniędzy. – Nikt, jeśli nie musi, nie zostawia swoich dzieci. Nikt, kto ma serce na swoim miejscu. Proszę nie zapominać, że to sytuacja w kraju zmusiła nas do wyjazdu. I to my przez całe miesiące i lata cierpimy z powodu rozłąki. Dlatego nie wińcie nas za eurosieroty, za to, że dokonaliśmy trudnego wyboru. Winne jest państwo, gospodarka, sytuacja międzynarodowa... i jeden Bóg jeszcze wie, co. Robimy to dla dzieci. Dla ich lepszej przyszłości – tak skomentowała sytuację jedna z mam, pracująca jako pielęgniarka w Niemczech.

Według badań, obecnie poza krajem znajduje się ponad 2,5 mln Polaków z emigracji po 2004 r.

2015-05-26 13:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Chodzący cud

Niedziela wrocławska 12/2025, str. IV

[ TEMATY ]

rodzina

Archiwum rodzinne

Alicja i Michał Zyznarscy z dziećmi

Alicja i Michał Zyznarscy z dziećmi

Tomuś urodził się prawie bez mózgu – w dniu urodzenia miał płatek grubości 1 cm. Prognozy lekarzy były bardzo złe. Dziś chłopiec ma 6 lat, chodzi samodzielnie, wszystkich wokół zaskakuje swoimi postępami.

Alicja i Michał Zyznarscy poznali się i pobrali jeszcze na studiach. W tym roku będą świętować 17. rocznicę ślubu. Zawsze marzyli o dużej rodzinie, mają trójkę dzieci: 12-letnią Laurę, 8-letniego Maćka i 6-letniego Tomka. W połowie ostatniej ciąży w trakcie badania USG okazało się, że mózg Tomka nie rozwija się prawidłowo. – Wszystko dlatego, że od poczęcia miał zatkany wodociąg Sylwiusza. Płyn, który naturalnie krąży w naszych głowach, nie mógł znaleźć ujścia, zbierał się w nadmiarze, więc w czaszce nie było miejsca na wykształcenie się mózgu. Mózg jest potrzebny do wszystkiego, taka diagnoza oznaczała więc szybkie odejście lub małą szansę na życie, ale z ciężką niepełnosprawnością. Współcześnie medycyna nie jest w stanie pomóc w takich sytuacjach – opowiada pani Alicja. Dzięki siostrom boromeuszkom dosyć szybko trafili pod opiekę hospicjum perinatalnego. – To był dla nas moment przełomowy, weszliśmy pod parasol ekspertów doświadczonych w trudnych przypadkach. Zostaliśmy poumawiani na kolejne wizyty diagnozujące sytuację, przygotowujące nas na odejście czy opiekę nad bardzo chorym dzieckiem, poznaliśmy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Te spotkania były dla nas przełomowe, bo przestaliśmy być z naszym problemem sami i zobaczyliśmy, jak wiele jest osób, które podchodzą z wielką dobrocią i otwartością do naszego chorego maluszka. Oswajaliśmy się także z widokiem pustej główki na USG. Z jednej strony cały czas tliła się w nas nadzieja, że może i nas spotka cud. Z drugiej jednak strony narastało w nas poczucie pokoju, zaufania i przyjęcia scenariusza, że Tomek zostanie z nami przez chwilę zmagając się ze znaczną niepełnosprawnością – tłumaczy Alicja Zyznarska.
CZYTAJ DALEJ

Prezes TK Bogdan Święczkowski: Maciej Berek nie został dopuszczony do orzekania

Maciej Berek nie został dopuszczony do orzekania w Trybunale Konstytucyjnym - powiedział w środę prezes TK Bogdan Święczkowski po rozmowie z Berkiem.

Berek złożył wcześniej w środę podczas uroczystości w Sejmie tzw. "ślubowanie" sędziego TK z formułą, że "robi to wobec prezydenta". Prezydent Karol Nawrocki nie był obecny, a sam dotąd nie zaprosił go do złożenia ślubowania.
CZYTAJ DALEJ

Brat papieża Leona XIV choruje na jedną z postaci nowotworu krwi

2026-10-15 07:33

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

brat papieża

pl.wikipedia.org

Deborah Prevost, żona Louisa Prevosta, powiedziała we wtorek stacji CBS News, że jej mąż choruje na jedną z postaci nowotworu krwi. Nie wiadomo, jak zaawansowana jest choroba.

Prezydent USA Donald Trump życzył w środę szybkiego powrotu do zdrowia papieżowi Leonowi XIV, u którego wykryto nowotwór płuca. Również wiceprezydent J.D. Vance zapewnił, że modli się w intencji zdrowia papieża, który we wtorek przeszedł operację.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję