Media mainstreamu – jak mawia ojciec Rydzyk – to media mętnego nurtu. Rzeczywiście, liczba szalbierstw, kłamstw, przeinaczeń osiągnęła już dawno takie rozmiary, że słusznie nazwano te media „przemysłem pogardy”. Atakuje się w nich i usiłuje poniżyć każdego, kto ma inne zdanie niż obecni władcy Polski. Interes tych władców jest oczywisty: utrzymanie się na swoich posadach, wygranie wyborów – a tu duże znaczenie ma propaganda. Można się jednak zastanowić, dlaczego tak wielu dziennikarzy, pracowników mediów bierze udział w tej brudnej grze... Przecież to jest sprzeczne z misją ich zawodu oraz z sumieniem przyzwoitego człowieka. Do tej pory sądziłem, że część dziennikarzy mainstreamu sprzedaje swoje sumienia za pieniądze. Bo kredyty, bo dzieci, bo trudno o pracę... Ale dziś mam podejrzenia jeszcze gorsze, choć przecież i te uprzednie świadczą o moralnym upadku mediów. Oto bowiem ujawniają się związki z narkotykami, gangsterami, przestępstwa seksualne. To okazuje się codziennością „warszawki”, składającej się z ludzi mediów mainstreamu, aktorów i aktorek telewizyjnych tasiemców, celebrytów, elitki pieniądza, bananowej młodzieży.
Mechanizm jest zadziwiająco prosty. Narkotyzowanie się to w dużej części sposób życia tego środowiska. Narkotyki dostarczają gangsterzy, którzy dzięki temu mają „haki” na „warszawkę”. Nie jest przypadkiem, że gangsterzy występowali już w filmach obok popularnych aktorów. Z kolei dilerzy narkotykowi są infiltrowani przez służby specjalne, a bywa też i odwrotnie – te światy wzajemnie się przenikają. Policja i służby mają zatem bogate dossier „warszawki” – nie tylko narkotykowe zresztą. Władza zatem łatwo może wpłynąć na opiniotwórcze zachowania tych popularnych postaci. Nie musi nic zlecać ani o nic prosić, celebryci sami wiedzą, dzięki czemu mogą być bezkarni albo kiedy ich czas ochronny może się skończyć... Także obce potencje mogą w ten sposób wpływać na opinie wygłaszane w telewizji.
Groźne to? Wręcz śmiertelnie groźne dla polskiej racji stanu. Jedyną obroną jest ujawnienie patologii i usunięcie szkodników z miejsc kształtowania opinii publicznej.
Paweł sięga po historię dwóch synów Abrahama i czyta ją metodą, którą sam nazywa po imieniu: „wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny” (gr. hatina estin allēgoroumena). To jedyne miejsce Nowego Testamentu, gdzie pada termin „alegoria”. Egzegeza duchowa otrzymuje tu swój biblijny list uwierzytelniający. Hagar, niewolnica, rodzi „według ciała”. Sara, wolna, rodzi „na skutek obietnicy”. Dwie matki to dwa przymierza. Hagar odpowiada górze Synaj i „rodzi ku niewoli”, a wolna odpowiada „górnemu Jeruzalem”, które „jest wolne i ono jest naszą matką”. Zdanie o matce stało się jednym z najczulszych tytułów eklezjologii: Jerusalem, quae sursum est, mater nostra. Cyprian przekuje je w aksjomat. Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za matkę. Liturgia i Ojcowie będą mówić o Ecclesia mater rodzącej dzieci w chrzcielnym łonie. Cytat z Iz 54,1, „wesel się, niepłodna”, dopowiada paradoks płodności. Ta, która po ludzku nie mogła rodzić, ma dzieci liczniejsze niż zamężna. Łaska rodzi tam, gdzie natura ustaje. Wniosek Pawła jest deklaracją statusu: „tak to, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej”. Zaraz potem przechodzi w imperatyw, który otwiera piąty rozdział jak fanfara: „ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli”. Wolność jest darem do ustrzeżenia. Można ją oddać dobrowolnie, wracając pod jarzmo. Dla Galatów jarzmem była wymuszona litera Prawa. Każde pokolenie zna własne jarzma, w które ucieka się przed ryzykiem wolności dzieci Bożych. Stare adagium mówi, że łaska zakłada naturę. Paweł dopowiada, że łaska wyzwala naturę, i że wyzwolonych obowiązuje trwanie.
Eucharystii nie da się dobrze przeżyć bez przygotowania serca
W niedzielę, 18 października, we wszystkich parafiach w Polsce odbędzie się doroczne badanie niedzielnych praktyk religijnych: „dominicantes”, czyli osób uczestniczących we Mszach św., i „communicantes”, czyli osób przystępujących do Komunii św. Liczenie wiernych odbywa się tradycyjnie w jedną z niedziel okresu zwykłego, kiedy w kalendarzu liturgicznym nie przypada święto ani uroczystość.
Liczenie wiernych jest coroczną akcją, organizowaną zazwyczaj jesienią w ponad 10,5 tys. polskich parafii. Głównym celem jest sprawdzenie, ile osób przychodzi na Msze św., ile z nich stanowią mężczyźni, a ile kobiety, oraz ilu wiernych przystępuje do Komunii świętej.
Dziś, aby podzielić się treścią religijną, wystarczy nagrać krótki film, opublikować post albo przygotować podcast. Internet daje możliwości, o których jeszcze kilkadziesiąt lat temu trudno było marzyć. Ewangelizacja nie zaczęła się jednak wraz z rozwojem nowych technologii. W XIX wieku, w zupełnie innych warunkach, swoją misję prowadził bł. Honorat Koźmiński. Nie miał do dyspozycji mediów społecznościowych, a mimo to potrafił docierać do ludzi i pomagać im odkrywać powołanie.
Działalność Honorata przypadła na czas zaborów, kiedy władze carskie ograniczały swobodę życia religijnego, a po kasacie wielu klasztorów życie zakonne w Królestwie Polskim znalazło się w trudnej sytuacji. W takich okolicznościach kapucyn szukał sposobów, by nadal służyć ludziom.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.