Reklama

Niedziela Łódzka

Kocham to, co robię

Niedziela łódzka 4/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

zakon

Archiwum

O. Tomasz Bajda z relikwiami św. Kamila. Kaplica ICZMP, uroczystość założyciela zakonu, maj 2014 r.

O. Tomasz Bajda z relikwiami
św. Kamila. Kaplica ICZMP,
uroczystość założyciela
zakonu, maj 2014 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z o. Tomaszem Bajdą, przeorem łódzkich kamilianów, kapelanem szpitala Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, rozmawia Anna Skopińska.

ANNA SKOPIŃSKA: – Swoje powołanie realizuje Ojciec przy łóżkach chorych. Ile to już lat posługi w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

O. TOMASZ BAJDA: – Pracuję tu już siódmy rok. Dla mnie osobiście to piękny czas. Wzbogacający i w życiu osobistym i w powołaniu, które jest wielkim darem, jest tajemnicą, którą trudno objąć ludzkim rozumem. Szczególnie powołanie w zakonie posługującym chorym, w zakonie kamilianów.

– To taki wybór – praca w tym szpitalu, w takim miejscu, czy tak się po prostu złożyło?

– Pan Bóg powołał mnie do zakonu posługującego chorym. Do tego Instytutu zostałem skierowany po odbytej formacji zakonnej i po przyjęciu święceń kapłańskich. Przybyłem tu po roku bytności kamilianów w ICZMP. Jednak moje życie związane było ze szpitalem już od wczesnych lat młodości. Wtedy na chorobę nowotworową zachorowała moja mama i to z nią zacząłem „bywać”, bardzo często zresztą, w różnego rodzaju szpitalach.

– To był ten impuls? Ten początek wyboru dalszej drogi?

Reklama

– Myślę, że tak. Od tego wszystko się zaczęło. Moje powołanie do życia zakonnego, do posługi chorym, zrodziło się przy łóżku umierającej mamy. To przez jej chorobę zacząłem myśleć o pracy wśród chorych. Najpierw skończyłem studium pielęgniarskie, pracowałem w krakowskich klinikach, ale zdawałem sobie sprawę, że to nie była pełnia mojego szczęścia. Wtedy odkryłem powołanie do czegoś większego, czyli do życia zakonnego, do życia kapłańskiego. Właśnie w zakonie, który zajmuje się posługą wśród chorych i cierpiących. Pracując jako pielęgniarz, doświadczyłem, jak wielką potrzebą jest pomoc człowiekowi choremu – nie tylko ta fizyczna, ale przede wszystkim duchowa. Do takiej posługi trzeba kapłanów oddanych, cierpliwych, słuchających, którzy rozumieją chorych. Nie tylko przyjdą i udzielą sakramentów świętych, ale poświęcą im swój czas.

– Choroba mamy tak uwrażliwiła Ojca? To z niej wzięła się ta cierpliwość i miłość do chorych?

– Przeżyłem bardzo chorobę mojej mamy. Może dlatego to większe zaangażowanie i zrozumienie potrzeb ludzi chorych znajdujących się niejednokrotnie na jakimś życiowym zakręcie czy trudnym życiowym doświadczeniu, jakie niesie ze sobą choroba czy pobyt w szpitalu. Myślę, że stąd to postanowienie, że właśnie takim ludziom chcę posługiwać jako kapłan.

– ICZMP kojarzy się przede wszystkim z narodzinami, ale przecież dzieje się tu wiele ludzkich dramatów związanych z chorobą.

– Jest tu wiele tragedii, wiele cierpienia. Oprócz oddziałów ginekologicznych, położniczych, jest też oddział onkologii i chirurgii sutka, i nowo otwarty pododdział chemioterapii. Dlatego te kobiety potrzebują wsparcia. Takiego normalnego, ludzkiego. Rozmowy, uśmiechu, czasem też by na minutę ksiądz usiadł przy niej, porozmawiał, zapytał, jak się czuje, jak przespała noc. Trzeba być też człowiekiem i przez pryzmat człowieczeństwa patrzeć na cierpienie tych kobiet, tych matek. Nie tylko jako człowiek, który im posługuje, niesie im pomoc duchową czy sakramentalną, ale też tak czysto po ludzku.

– Nie ma w Ojcu załamania, zniechęcenia, buntu…?

Reklama

– Nie, nie odczuwam takich emocji. Pojawia się jednak czasem zatroskanie. Coraz częściej doświadczam bowiem wśród młodych, kobiet, matek w stanie błogosławionym, dużej obojętności na sprawy Boże związane z wiarą. A przecież z wiarą, z Bogiem jest łatwiej żyć i pokonywać wszelkie trudności, które życie niesie ze sobą.

– Ale mnie chodzi o taki sprzeciw, taki wewnętrzny głos – to niesprawiedliwe – wobec tych chorób, przez które łóżka szpitala są zapełnione….

– Wielkie uznanie trzeba oddać tu lekarzom. Są tu naprawdę świetni fachowcy. I z wielkim oddaniem, zaangażowaniem, służą pacjentkom. Ale ja wychodzę z założenia, że nad nimi – fachowcami, jest jeszcze Bóg, który wiele może. Lekarz leczy, ale Pan Bóg zdrowie daje. I to jest takie mocne przesłanie, by uwrażliwić te kobiety na tę wyższą instancję, jaką jest Bóg, który zawsze człowiekowi pomaga.

– Są więc chwile wzruszające…

– Wiele jest takich chwil. Zwłaszcza gdy rodzą się dzieci, którym wstępne diagnozy wykazywały jakieś wady, a po narodzinach tych wad nie ma lub są w nieznacznym stopniu, i okazuje się, że dziecko jest zdrowe.

– Takie cuda…

– Cuda. To jest szpital, gdzie namacalnie, niemal każdego dnia doświadczamy takich małych cudów. A one składają się na te wielkie, bowiem każde uratowane życie w naszym Instytucie jest wielkim cudem dającym nam dowód i świadectwo na obecność Boga w życiu człowieka oraz to, że Pan Bóg jest blisko każdego człowieka, który chce być blisko Niego.

– Ojca praca to nie czas „od – do”. Co ze zmęczeniem, które pewnie się pojawia?

Reklama

– Swoje zmęczenie zostawiam w kaplicy. Panu Jezusowi oddaję to wszystko, co przynoszę z oddziałów i nim wyjdę na oddziały. To w kaplicy proszę Go o potrzebne dary, o siły, bym umiał tym kobietom, jako człowiek posłany tu przez Boga, pomóc.

– Trudno rozmawia się z kobietami?

– Nie mam problemu nawiązywania relacji. Jestem otwarty na wszystkich – i na tych wierzących, na mniej wierzących, obojętnych i niewierzących oraz wrogo nastawionych do Kościoła czy mojej posługi, bo i takich ludzi spotykam.

– Próbuje Ojciec przekonywać?

– Nigdy. Zawsze proponuję swoją pomoc, rozmowę. Wiele osób przełamuje się i prosi o rozmowę czy posługę sakramentalną.

– Co o pracy kapelana szpitalnego mógłby Ojciec powiedzieć młodym księżom, zakonnikom, jak ich zachęcić do służby drugiemu człowiekowi?

– Praca kapelana jest bardzo ciężka, ale daje wiele radości. Wiele osobistych satysfakcji. I warto tu być bez względu na trudności, których człowiek doświadcza w tej posłudze. Bo Pan Bóg rekompensuje swym błogosławieństwem, radością, pokojem w sercu. Tym, że człowiek jest spełniony w tym, co robi. Największą radością dla kapłana jest nieść posługę sakramentalną, jest jednanie ludzi z Bogiem, jest ukazywanie drogi wiodącej na spotkanie z Nim. Jakkolwiek człowiek daleko by się nie oddalił – Bóg zawsze czeka. I to jest najpiękniejszym owocem mojej posługi. To jest to świadectwo i dowód potrzeby bycia kapelanem i posługi w takim miejscu, jakim jest szpital.

– A cierpienie usprawiedliwia każde słowo i czyn?

Reklama

– Cierpienie wiele tłumaczy. Każdy z nas przeżywa je inaczej. Ale dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. On uzdrawia, daje siły, łaskę, błogosławi, wspiera, umacnia. I to jest najważniejsze, i jest tą nadzieją dla chorych. Bo oni są – jak to mówił św. Jan Paweł II – perłą Kościoła.

– W zakonie trzeba iść tam, gdzie władze wskażą, nie boi się Ojciec, że kiedyś będzie musiał stąd odejść?

– Nie, bo zawsze tam, gdzie będę posłany, będzie Pan Jezus i zawsze będzie tam drugi człowiek.

– Ale trochę serca, kiedyś tam, pozostanie w Matce Polce...

– Myślę, że dużo mojego serca tu pozostanie, bo kocham to, co robię.

* * *

O. Tomasz Bajda
przeor łódzkich kamilianów, kapelan szpitala Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi

2015-01-23 11:17

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Inwestytura do Zakonu św. Jerzego

[ TEMATY ]

zakon

Ks. Paweł Kłys

W przededniu święta patrona Zakonu św. Jerzego Męczennika w łódzkiej archikatedrze odbył się obrzęd inwestytury zakonnej. Do zakonu zostało przyjętych czterech nowych członków. Uroczystej Mszy św. podczas,. której odbyła się ceremonia, przewodniczył abp senior Władysław Ziółek, opiekun duchowy zakonu. W koncelebrze uczestniczył także ks. inf. Ireneusz Skubiś, kawaler zakonu św. Jerzego.

W homilii arcybiskup senior zwrócił uwagę na świętość, która jest przeznaczona dla każdego z nas. - jesteśmy do niej powołani, tam gdzie każdy z nas sie znajduje - mówił. I za papieżem Franciszkiem podał definicję świętości: "życie pełne miłości, tej która upodabnia nas do Chrystusa". Wskazywał też za Ojcem Świętym, że w świętości nie chodzi o kopiowanie czyjejś postawy, ale rozpoznanie swojej drogi i wydobycie tego, co każdy z nas ma najlepsze. A zwracając się do członków zakonu św. Jerzego podkreślił: "wasza przynależność do zakonu domaga się potwierdzenia wyboru, że chcecie iść za Chrystusem, bo zrozumieliście, że tylko on ma słowa życia wiecznego. Że zrozumieliście, że w niełatwej rzeczywistości jesteście zobowiązani do głoszenia Chrystusa - mówił - przez czyny możecie być znakiem samego Boga i kroczyć właściwą dla każdego indywidualnie, drogą świętości -dodał abp Ziółek. Podkreślił także, że dzięki świadectwu dam i kawalerów możliwe jest dziś uświęcanie świata. Przed błogosławieństwem wielki mistrz zakonu Tadeusz Kaczor dokonał inwestytury. - wierzę, że są to ludzie szlachetni, honorowi, żyjący według zasad wiary chrześcijańskiej, wrażliwi na drugiego człowieka i świadomi swej służby - powiedział. Dwaj nowi kawalerowie i dwie damy złożyli przyrzeczenie wierności i tym samym wstąpili w szeregi zakonu.
CZYTAJ DALEJ

Kosowo: W odpowiedzi na słowa Zełenskiego władze Prisztiny usunęły ogromną flagę Ukrainy

2026-08-10 07:30

[ TEMATY ]

Kosowo

Wołodymyr Zełenski

PAP/EPA/ANDREJ CUKIC

W związku z wypowiedzią prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego nt. niepodległości Kosowa, wygłoszoną w sobotę w Belgradzie, władze Prisztiny usunęły w niedzielę z centrum kosowskiej stolicy ogromną flagę z napisem „Wolna Ukraina” - poinformował dziennik „Koha Ditore”.

„Kosowo musi być szanowane. Gdy Kosowo nie jest szanowane, stolica – Prisztina – zawsze reaguje tak samo. Nasza empatia i solidarność zawsze będą po stronie narodów mierzących się z wojną, przemocą i prześladowaniami. Wiemy bowiem – lepiej niż wielu innych – co oznacza walka o wolność, godność i prawo do istnienia jako państwo. Żadnej sprawy ani polityki nie da się jednak budować w oparciu o deprecjonowanie państwowości Kosowa i poświęcenia jego mieszkańców” – napisał na Facebooku burmistrz Prisztiny, Perparim Rama.
CZYTAJ DALEJ

Watykan: papież przyjął ambasadora Kwiatkowskiego. To ostatnie takie spotkanie

2026-08-10 12:41

[ TEMATY ]

Watykan

ambasador

Papież Leon XIV

Adam Kwiatkowski

wizyta pożegnalna

prezydent.pl

Adam Kwiatkowski

Adam Kwiatkowski

Ojciec Święty przyjął Pana Adama Mariusza Kwiatkowskiego, ambasadora Polski, z wizytą pożegnalną - poinformowało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej.

Ambasador Adam Kwiatkowski złożył listy uwierzytelniające na ręce papieża Franciszka 5 września 2022 roku. Był siódmym przedstawicielem Polski przy Stolicy Apostolskiej po 1989 roku. Wcześniej byli to Jerzy Kuberski (1989-1990); Henryk Kupiszewski (1990-1994); Stefan Frankiewicz (1995-2001); Hanna Suchocka (2001-2013); Piotr Nowina-Konopka (2013-2016) i Janusz Kotański (2016-2022).
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję