Reklama

Wywiady

Spłacam dług pokolenia

Niedziela łódzka 29/2014

[ TEMATY ]

rozmowa

ARCHIWUM KRZYSZTOFA JAKUBCA

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Anna Skopińska: – Konkurs, który zawojował Polskę. Historia opowiadana przez młodych. Spotkanie z tymi, którzy są dla nas skarbnicą wiedzy o przeszłości. Czym jest łódzki „Arsenał Pamięci”?

Krzysztof Jakubiec: – „Arsenał Pamięci” nawiązuje w swej nazwie do Akcji pod Arsenałem, w której przyjaciele odbili z rąk Niemców Janka Bytnara „Rudego”. Arsenał pamięci to miejsce, idea, w której gromadzimy i upamiętniamy wspomnienia. Wspomnienia bliskich, przyjaciół. Utrwalamy przeżycia nigdzie niepublikowane, tkwiące tylko w pamięci osób jeszcze żyjących. Takie, które jak maleńkie strumyczki górskich potoków łączą się w coraz większe cieki, aż wreszcie tworzą wielką rzekę polskiego losu. Te maleńkie, czasem parostronicowe zaledwie prace, to unikalne przyczynki historyczne. To utrwalenie tego, co odeszłoby wraz z bohaterami wspomnień, odeszłoby wraz z ludźmi, którzy pamiętają rolę drobiazgów, kiedyś rekwizytów na scenie historii, a teraz świadków pewnych wydarzeń, przeżyć.

– Prace dotykają najczęściej przeżyć wojennych...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– Cezura czasu mojego konkursu to tak daleko, jak daleko sięga ludzka pamięć. Oczywiście, większość prac konkursowych jest poświęcona wspomnieniom, przeżyciom kogoś bliskiego, znajomego z czasów wojny. Są prace opowiadające bezpośrednio o działaniach wojennych, o akcjach, bitwach, ale są i prace poświęcone sybirakom, ludziom skazanym na tułaczkę na nieludzkiej ziemi, którzy jakimś cudem przeżyli i powrócili do Polski. Są wspomnienia więźniów obozów jenieckich, koncentracyjnych, wspomnienia żołnierzy wszystkich istniejących polskich oddziałów, wszystkich armii, w jakich Polacy byli. I to jest ten skarbiec, który, mam nadzieję, kiedyś zostanie otwarty, przeanalizowany i udostępniony. To przecież ogromna liczba – dziś już ok. 3 tys. – bardzo cennych prac. Jest nadzieja, że uda się przynajmniej część z nich opublikować w wersji książkowej. Byłby to wspaniały ukłon zarówno w stronę bohaterów prac, jak i wobec ich autorów.Młody człowiek, który uczestniczy w „Arsenale Pamięci”, wygrywa z samym sobą. Wygrywa z propozycjami świata – z telewizją, komputerem, randką, zabawą. Poświęca swój czas na wysłuchanie babci, dziadka, na spisanie, uporządkowanie wspomnień. I to także jeden z celów mojego arsenału – umocnienie, czasem odtworzenie, więzi międzypokoleniowych, które tak bardzo ostatnio osłabły.

– „Arsenałowe” prace to z pewnością wiele wzruszeń.

– Lekturze wielu prac towarzyszą łzy wzruszenia, trzeba pracę odkładać po to, by się trochę uspokoić i dopiero do niej wrócić. Są to np. przeżycia sybiraków powracających do kraju. Dobrze pamiętam wspomnienia pana, który zesłany do Magadanu przez długie lata po wojnie starał się o powrót do Polski. Szczególnie wzruszające były sceny, gdy już wylądował na lotnisku w Warszawie, z daleka dostrzegł swoją żonę, której nie widział kilkanaście lat, a tu jeszcze żmudna odprawa, kontrola bagażu. On ją z daleka widział, a nie mógł się już z nią przywitać, a przecież tak długo na to czekał. Spłakałem się, gdy czytałem ten opis. Na pewno dziewczyna, słuchając tych wspomnień, także głęboko je przeżyła. Jest bardzo wiele prac wstrząsających. Opisujących przeżycia, tragedie ludzkie. A tego wszystkiego wysłuchały dzieci – dla nich to też musiało być trudne – wysłuchanie, a następnie opisanie tych historii. A jednak zdobyły się na to i jest to ich laur. Na podsumowaniu „Arsenału” spotykają się cztery pokolenia – sędziwych bohaterów prac: żołnierzy AK, Szarych Szeregów, drugiej konspiracji, dziadków, rodziców i dzieciaków. Budujące jest to, że chociaż nie robię wokół tego konkursu wielkiej reklamy, co roku przybywają nowe szkoły, nowa młodzież.

Reklama

– Skoro tak ogromne zainteresowanie konkursem, to jacy są ci dzisiejsi młodzi ludzie?

– Młodzież mamy wspaniałą, z nią tylko trzeba chcieć rozmawiać. Każdy nauczyciel, wychowawca powinien spełniać podstawowy warunek – nie mówić: zróbcie, tylko zróbmy, i nie idźcie, tylko chodźmy.

– Panu pomaga to, że był nauczycielem, drużynowym, wychowawcą?

– Bardzo. Z moimi wychowankami mam kontakt do dzisiaj, choć pierwsi mają już dorosłe dzieci. Zawsze przykładałem ogromną wagę do tego, by być ze swoimi wychowankami. Uważałem, że rozkaz jest najmniej potrzebną rzeczą, choć harcerstwo jest organizacją, w której rozkaz funkcjonuje. Młodzież jest dobra. Przykre jest tylko to, że dobro nie jest medialne. To, że spotkało się kilkuset młodych, wspaniałych ludzi, którzy zrobili coś dobrego, jakoś nikogo nie ekscytuje. Nie porusza wyobraźni, nie jest sensacją, a przecież zasługują te dzieci na to, by o nich pisać. Nie tylko o bohaterach ich prac, ale o nich. Jak to się stało, że przystąpili, że poświęcili czas na napisanie prac i co im to dało.

– Czemu się Pan tym zajmuje?

Reklama

– Ja to nazywam próbą spłaty długu pokoleń. Moi rodzice, dziadkowie, byli zaangażowani w konspirację. Dziadek ze strony mamy był żołnierzem II Brygady Legionów, tata i jego dwaj bracia żołnierzami Powstania Warszawskiego, AK. Babcia ze strony taty na radioodbiorniku – który mój tata zmajstrował, będąc studentem tajnej politechniki (studiował razem z Jankiem Bytnarem, ale o tym dowiedziałem się wiele lat po śmierci taty, który o wojnie nic nie mówił) – nasłuchiwała wiadomości z Londynu. Potem łączniczki spisane na karteczkach przez babcię meldunki z nasłuchu roznosiły po barykadach powstania. Uważam, że moje pokolenie, ale i następne, mają do spłacenia poprzednikom ogromny dług. Jako uczeń nie znosiłem historii. Może nie miałem szczęścia do nauczycieli? Nie wierzyłem w to, co pisali w podręcznikach, dla mnie to była abstrakcja. Dopiero, gdy zacząłem poznawać ludzi – sybiraka, oświęcimiaka, więźniarkę Ravensbrück, kiedy poznałem pierwszych żołnierzy batalionu „Zośka”, zacząłem wsłuchiwać się w historię. Nie pisaną, tylko mówioną – opowiadaną przez nich. Kiedy dotknąłem tej historii, kiedy usłyszałem coś od autentycznego świadka, to tamte relacje podręcznikowe stały się dla mnie wiarygodne. Zacząłem poznawać historię mówioną, a potem zainteresowałem się także historią pisaną, ale to dzięki tym ludziom.

– I Pan tę historię przekazuje dalej....

– Młody człowiek zapamiętuje świetnie to, czego dotknie, czym się wzruszy, o co się przewróci, potknie. Pamięta to, co go serdecznie rozbawiło albo to, co go bardzo rozgniewało. Wtedy miejsca stają się bliskie, historia czytelna. To jest to, co skłania mnie do poszukiwania tej historii, ale takiej w zasięgu ręki, nie odległej, nie abstrakcyjnej, tylko tej, która działa się w najbliższym otoczeniu. Choćby każde spotkanie u Mamy Bytnarowej. Jeździliśmy do niej w ostatnich 10 latach życia gromadami, musiałem ograniczać liczbę dzieciaków, bo Matulka dysponowała maleńkim mieszkankiem. Chętnych na każdy wyjazd miałem mnóstwo. Coś do tego miejsca ciągnęło, coś, co kazało jechać i słuchać tej wspaniałej kobiety, która gawędziła nieprawdopodobnie, ze swadą, dowcipem.

– W Łodzi też mieliśmy takiego gawędziarza....

– Tak. To „Luxor”, nasz serdeczny przyjaciel. Każde spotkanie z nim też było dotknięciem historii. Młodzież przyjmowała go entuzjastycznie. Na Starym Cmentarzu udało mi się postawić mu na nagrobku, który ufundował jego przyjaciel ks. Stefan Wysocki, uczestnik „Małego Arsenału” w Łowiczu, brzozowy krzyż. Na całej kwaterze to jedyny brzozowy krzyż. Z daleka widoczny, przyciąga wzrok.

– Jak on sam, Wiktor Matulewicz...

Reklama

– Jak on sam. Na Starym Cmentarzu mamy paru „zośkowców”. „Luxor” był jednak tą postacią wyjątkową, szczególną, ciepłą do końca. Miałem to szczęście, że zetknąłem się w życiu z wieloma cudownymi, wspaniałymi ludźmi, dzięki którym historia dla mnie stała się prawdziwa.

– Szczęście też mieli ci młodzi, którzy od Pana uczą się szacunku do przeszłości, poznają historię i mogą słuchać tych wspaniałych opowieści.

– I to właśnie uważam za spłatę długu pokolenia. Jestem to winien tamtym ludziom, którzy opowiadali mi swoje historie. I przez te spotkania, opowieści, zdjęcia, wspomnienia, oni nadal trwają i pamięć o nich jest zachowana. O Staszku Sieradzkim „Świście”, legendzie batalionu „Zośka”, który na ćwiczeniach za Baczyńskim nosił karabin, bo Krzyś nie był w stanie go udźwignąć. A Staszek potężny, barczysty. Nie sposób o tych ludziach nie mówić.

– I mówi Pan bardzo pięknie. Co my możemy od nich brać, co czerpać, czego się nauczyć?

– Możemy nauczyć się pokory, odpowiedzialności i radości życia. Kiedyś zapytałem jedną z więźniarek Ravensbrück – Janeczkę Węgierską-Paradowską, lekarkę: – Druhno Janeczko, jak wy to robicie, jak to jest możliwe, że po tym wszystkim, co przeżyłyście, jesteście tak radosne, pogodne, pełne życia i życzliwości do wszystkich? Ona wtedy odpowiedziała: – Wiesz, po tym, co przeżyłyśmy, każdy dzień jest dla nas tylko szczęściem. Nie ma rzeczy, które by nas teraz zasmuciły. Bo nie ma rzeczy tragiczniejszej niż to, co mamy za sobą.

2014-07-15 12:30

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kiedy będzie umowa z Koreańczykami na czołgi K2PL?

[ TEMATY ]

rozmowa

MON

czołgi K2

Władysław Kosiniak‑Kamysz

Artur Stelmasiak/Niedziela

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz

Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz

Portal "Niedziela" zapytał szefa MON o umowę na 820 czołgów K2, których część ma być produkowana w Polsce. Kiedy będą? - Czekam aż przemysł będzie gotowy. Ja jestem gotowy i mam zabezpieczone środki - mówi wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.

Przypomnijmy, że południowokoreańskie czołgi K2 Black Panther mają być pancernym filarem polskich Sił Zbrojnych. Pierwsza ich partia 180 sztuk z kontraktu podpisanego jeszcze za czasów rządu PiS przypływa do Polski, a dostawy mają się zakończyć do końca 2025 roku. Pozwoliłoby to na błyskawiczne - jak na przemysł zbrojeniowy - zrealizowanie dostaw, które uzupełniły braki po czołgach przekazanych na Ukrainę.
CZYTAJ DALEJ

Iran: w całym kraju eksplozje po atakach wojsk USA

2026-07-09 06:43

[ TEMATY ]

Iran

PAP/EPA/YAHYA ARHAB

Irańskie media informowały o licznych eksplozjach i zniszczeniach w całym kraju spowodowanych amerykańskimi atakami, prowadzonymi w nocy ze środy na czwartek. W odwecie irańskie wojska ostrzelały amerykańskie cele w Bahrajnie i Kuwejcie.

Według relacji irańskich mediów głównymi celami amerykańskich ataków były obiekty infrastruktury przemysłowej, głównie energetycznej oraz wydobycia ropy naftowej, a także militarnej. W liczącym ponad 120 tys. mieszkańców mieście Czabahar, na południowo-wschodnim wybrzeżu przez kilka godzin nie było elektryczności. Celem ataków były też wieża kontroli ruchu morskiego oraz magazyny portowe. Odłamki pocisków miały też uszkodzić miejscowy szpital.
CZYTAJ DALEJ

Czy otwieram się na Bożą łaskę? Czy ją przyjmuję? Czy pozwalam, aby we mnie wzrastała?

2026-07-09 11:40

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Siewcą jest przede wszystkim Bóg. On rozsiewa hojnie dobro. Udziela obficie swoich łask. Nikomu niczego nie szczędzi. Każdy człowiek jest obdarowany Jego darami. Nikt nie może więc powiedzieć, że ominęła go Boża łaska. Każdy ma jej tyle, ile potrzebuje.

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!» Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję