Reklama

Świat

Zdumieni Panem Bogiem

O zachwycie Chinami i sensie bycia misjonarką z s. Weroniką Marią Klebbą ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego rozmawia Katarzyna Kroczewska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KATARZYNA KROCZEWSKA: – Które z doświadczeń w misyjnym życiu Siostry jest wyjątkowe, szczególne?

Reklama

S. WERONIKA MARIA KLEBBA SSpS: – Od niemal 25 lat mam szczęście należeć do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. Pośród wielu interesujących doświadczeń, które wciąż wzbogacają moje życie i wiarę, jest roczny pobyt w Chinach. Pojechałam do Chin, by w niewielkiej szkole The Beijing Center for Chinese Studies, funkcjonującej na terenie jednego z dużych uniwersytetów stolicy, uczyć się języka chińskiego i innych przedmiotów, pozwalających choć trochę poznać ten – tak odmienny od naszego – kraj z jego historią, kulturą, religiami, z codziennością i świętowaniem. Roczny program, w którym uczestniczyłam jak każdy inny student, obejmował – prócz codziennych lekcji języka chińskiego nauczanych niemal od początku po chińsku oraz innych przedmiotów wykładanych po angielsku – sześć tygodni wspólnego podróżowania w ramach tzw. wypraw akademickich. Noszę w sobie obrazy twarzy Chińczyków grupy Han, którzy stanowią ok. 93 proc. populacji Państwa Środka, ale też osób należących do grup mniejszości etnicznych. Razem ze studentami i opiekunami odwiedzaliśmy wioski ludów Yi, Bai, Dai, Hani, Naxi, Hui, podziwiając ich piękne stroje ludowe, dźwięczne śpiewy i tańce, kosztując ich potraw, ale też dzieląc bardzo proste, ubogie warunki życia. Zwiedzaliśmy świątynie buddyjskie i meczety, a także spotykaliśmy figury, coś analogicznego do naszych kapliczek, postawione „bóstwom opiekuńczym” danej miejscowości. Nie zapomnę widoku kilku starszych kobiet ludu Bai, które przyszły modlić się i składać ofiary bóstwu ich wioski. Nie znałam na tyle języka chińskiego, by bardziej szczegółowo dopytać o znaczenie ich gestów czy porozmawiać z nimi o wierze. Gdzieś w myślach i sercu odżywały słowa św. Pawła: „Czcicie to, czego nie znacie…”. Jakże chciałabym móc dłużej z nimi pobyć, poznać język na tyle, by móc podzielić z nimi i z wieloma innymi radość z bycia ukochaną córką Boga!

– Czy dzielenie się wiarą w Jezusa w Chinach napotyka jakieś trudności?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Ucząc się wśród innych studentów, mieszkając pół roku w akademiku i pół roku w mieszkaniu chińskiej rodziny, nie mogłam otwarcie mówić, że jestem siostrą zakonną. Po pierwsze – większości Chińczyków, których spotykałam, niewiele by to powiedziało, gdyż środowisko katolickie jest im całkiem obce. Po drugie – po dziś dzień w Państwie Środka wszystkie Kościoły i religie obowiązuje zasada trzech autonomii, wśród których jest też zasada samoewangelizacji. Jeśli jakiś obcokrajowiec chciałby prowadzić działalność ewangelizacyjną w Chinach, wszystko winno być oficjalnie zgłoszone, co skutkowałoby najpewniej ciągłą kontrolą ze strony władz.

– Misja to spotkanie z innym. Czy coś Siostrę zadziwiło w sferze chińskiej kultury, obyczajów?

Reklama

– Jechałam do Chin z wielkim zaciekawieniem, zafascynowana tym wszystkim, co słyszałam i widziałam – zarówno u sióstr z Chin, z którymi przez kilka lat mieszkałam w naszej wspólnocie w Sulejówku, jak i tym, co wyczytałam z różnych źródeł, o co dopytywałam inne osoby, które były dłużej w Chinach. Dziękuję też Panu Bogu za otwartość i szacunek wobec inności, które wlał w moje serce, za wolność od osądzania zwyczajów i różnych inności jako złe czy dobre, gorsze czy lepsze od naszych.
Jedno ze zdziwień, jakie przeżyłam, łączy się ze słowem „dziękuję”. Po jednej z lekcji, jaką miałam ze studentką towarzyszącą mi w nauce, powiedziałam jej, jak zwykle to robiłam: „dziękuję”, w naturalny i oczywisty dla mnie sposób wyrażając wdzięczność. Podobnie też było po kolacji, na którą mnie zaprosiła. Jakież było moje zdumienie, gdy usłyszałam, że nie powinnam w takich sytuacjach mówić do niej „dziękuję”, ponieważ jeśli jesteśmy znajomymi, bliskimi sobie osobami, to oczywiste jest, że wyświadczamy sobie pewne przysługi. Tak powinno być i nie należy za to dziękować. Później niejednokrotnie pytałam różne osoby z Chin o ich doświadczenie słowa „dziękuję”, o ich pojmowanie. Zależy mi na tym, by lepiej ich rozumieć.

– A co zadziwiło Siostrę w samych Chinach?

– Chiny nie są krajem katolickim. Jakkolwiek było dla mnie oczywiste, że katolicy w Chinach stanowią ok. 1 proc., dopiero będąc tam, przekonałam się, z czym się to wiąże, jakie ma to implikacje. Po kilku dniach pobytu w Pekinie pojechaliśmy na akademicką wyprawę „Jedwabnym Szlakiem” – od Urumqi, Dunhuang, Hami przez Lanzhou, Xi’an i z powrotem do Pekinu. Przejeżdżaliśmy przez tereny pustynne, ale byliśmy też we wspomnianych miastach. Odwiedzaliśmy wielobarwnie zdobione świątynie buddyjskie oraz piękne meczety. Przez te dwa tygodnie nie zobaczyłam żadnego kościoła katolickiego.
Osoby, z którymi mieszkałam, miały swoje, odmienne od moich, a ukształtowane w cywilizacji konfucjańsko-buddyjskiej, punkty odniesienia, wartości i zwyczaje. W Chinach istnieje mnóstwo przysłów i powiedzeń, uczących „mądrości życia” według tradycji konfucjańskiej. Za większością z nich stoją długie opowiadania ilustrujące konkretną sentencję. Jest to olbrzymie bogactwo, które – jeśli się je wytrwale poznaje – pozwala nieco bardziej zrozumieć mentalność Chińczyków, ich preferencje i wybory.

– Co dla Siostry osobiście oznacza bycie misjonarką?

Reklama

– To pytanie, które towarzyszy mi przynajmniej od 25 lat. Wciąż znajduję nowe odcienie i wymiary odpowiedzi na nie. Rzeczywistość bycia misjonarką jest dla mnie rzeczywistością bardzo dynamiczną. Zakłada, że najpierw ja sama nigdy nie ustanę w poszukiwaniu znaczenia tej rzeczywistości dla mnie tu i teraz, w aktualnym kontekście. Bycie misjonarką oznacza najpierw głęboką i radosną wdzięczność za dar wiary katolickiej. Wdzięczność wobec Trójjedynego Boga, który tak bardzo ukochał mnie i każdego człowieka, że dał swojego Syna – za mnie, dla mnie, abym wiedziała, jak można pięknie być człowiekiem. I posyła nieustannie swego Ducha, by mnie prowadził, dawał światło, pozwalał poznać to, co jest Bogu miłe, do czego On teraz mnie zaprasza.
Wdzięczność za całe obdarowanie Słowem, sakramentami, wspólnotą, które otrzymuję w Kościele. Dalej, wdzięczność wobec rodziców, rodziców chrzestnych, parafii, w której rosłam i w której „miałam swoje miejsce”; wdzięczność wobec sióstr i braci trzech zgromadzeń, założonych przez św. Arnolda Janssena, którzy dzielą się ze mną przeżywaniem Boga w życiu, ze wszystkimi jego elementami. Wdzięczność wobec wielu, wielu ludzi, których spotykam na dłużej lub krócej w swoim życiu i którzy – każdy we właściwy sobie sposób – coś mi mówili o Bogu i człowieku, coś mi mówili o skarbie wiary – także wtedy, gdy bezpośrednio nie dotykamy tego tematu.

– Papież Franciszek rozpoczyna najnowszą adhortację słowami: „Radość Ewangelii napełnia serce i całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem”.

– Nie ustaję w zdumieniu i zachwycie m.in. nad słowami św. Pawła z Listu do Efezjan: „Bóg z miłości przeznaczył nas dla siebie” (por. 1, 4-5). Te słowa umieściłyśmy, wraz z siostrami, na obrazku z naszych ślubów wieczystych. Bardzo chciałabym, by inni też mogli żyć szczęściem płynącym z tego przekonania, że należymy do Boga. I że On kocha naprawdę, że jest; że nie potrzebujemy żyć jak sieroty ani ofiary losu, bo mamy Ojca, kogoś silnego, nieskończenie dobrego i patrzącego na nas z wielką życzliwością. Drugim zdaniem, jakie umieściłyśmy na obrazkach ze ślubów wieczystych wiele lat temu, był zmieniony nieco fragment piosenki: „Powiem ludziom, że ich kochasz…”. Im dłużej żyję wiarą w bezwarunkową Bożą miłość, tym żywsze jest pragnienie, by to szczęście stało się udziałem wszystkich.

2014-05-13 13:04

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prymas przełomu, mąż stanu

Po 25 latach Prymas Polski kard. Józef Glemp żegna się z arcybiskupstwem warszawskim. Z woli Jana Pawła II przechodzi na emeryturę z 2-letnim opóźnieniem. Jako 56. Prymas Polski kierował Kościołem katolickim ćwierć wieku. Prymasem został 7 lipca 1981 r. Zatrzymajmy się na moment w obszarze dat i rocznic. Właśnie mija 15 lat mojej współpracy z Niedzielą - czasem bliższej, innym razem luźniejszej, ale stałej. Pierwszy opublikowany na tych łamach felieton poświęciłem Księdzu Kardynałowi z okazji 10-lecia jego prymasostwa. W pierwszych tygodniach III Rzeczypospolitej przeprowadziłem z Księdzem Prymasem wywiad dla Telewizji Polskiej. Przez następne lata uzbierało się ich dość dużo. 10 lat temu powstał film biograficzny pt. Prymas przełomu, który kręciłem m.in. w Rzymie i Paryżu, no i przede wszystkim w rodzinnych stronach kard. Józefa Glempa, na ziemi kujawskiej. Wspominam o tym, gdyż przez te lata obserwowałem Księdza Prymasa często i z bliska. Uchylę więc rąbka tajemnicy. W filmie tym narratorem jest sam jego Bohater. W tym celu nagraliśmy 30-godzinny materiał. Zazwyczaj pracowaliśmy od rana do obiadu. Niektóre kwestie powtarzaliśmy. Ksiądz Kardynał nigdy nie okazywał niecierpliwości, także wtedy, gdy cała wina za powtórki leżała po stronie realizatorów. Na tyle nam ufał, że mówił bez tej wewnętrznej cenzury, którą ma każdy, gdy występuje publicznie. Nie uciekał przed tematami drażliwymi i dla niego samego kłopotliwymi. Nie wszystkie zostały wykorzystane w filmie. Jednak ingerencje Bohatera filmu dotyczyły jedynie tych fragmentów, które mogły urazić osoby trzecie. Wówczas prosił, aby dany fragment wypowiedzi pominąć. To jedna z niedostrzegalnych na co dzień cech Prymasa: wrażliwość na drugiego człowieka. A przy tym niezwykła cierpliwość i wyrozumiałość. Cierpliwość, spokój ducha i wyrozumiałość, zwłaszcza wówczas, gdy ze strony mediów lub z ust osób publicznych padały pod jego adresem uwagi krytyczne i chybione. Z 8-letniego pobytu podczas swych studiów w Rzymie wyniósł Ksiądz Prymas przywiązanie do kuchni włoskiej, stał się również smakoszem wina. Czymś wspaniałym jest, że nawet na najbardziej poważne i dramatyczne wydarzenia, których był uczestnikiem, potrafi patrzeć z mądrym dystansem. Z samych anegdot Prymasa Polski mogłaby powstać książka. Podczas jego pierwszej podróży w charakterze kapelana Prymasa Stefana Wyszyńskiego np. doszło do wypadku samochodowego, w którym odniósł dość poważną ranę na głowie. Grano wówczas w Warszawie przedstawienie pt. Dziś do ciebie przyjść nie mogę, na które składały się pieśni partyzanckie, głównie z II wojny światowej. Ks. Józef Glemp wybrał się na spektakl, mając obandażowaną głowę. Aktorzy grający żołnierzy wchodzili na scenę z widowni. Gdy więc Kapłan wszedł na widownię, został przyjęty jako aktor grający księdza partyzanta. Całkiem inne - przygnębiające - były wydarzenia, w których udział brała SB. Uciekano się m.in. do nasyłania na młodego księdza, spędzającego urlop na kajakach na Mazurach, „osóbek” określonej proweniencji. W trudnych i konfliktowych sytuacjach Prymas Glemp łagodził napięcia, nigdy nie działał pod wpływem nastroju, chwili. Przechodzi do historii jako wielki mąż stanu. Wszak kierował Kościołem w wyjątkowym ćwierćwieczu dziejów Polski: od czasów „Solidarności”, przez stan wojenny, narodziny III Rzeczypospolitej, którą wypełniały liczne spory i kryzysy - po pierwsze lata XXI stulecia, które również nie są usłane różami. Ponieważ ten felieton ma rygory objętościowe, zaś opowieść o Księdzu Kardynale mogłaby ciągnąć się jeszcze długo, chciałbym w tym miejscu powiedzieć tylko najserdeczniejsze: Bóg zapłać, Księże Prymasie!
CZYTAJ DALEJ

Archidiecezja Częstochowska będzie miała pierwszego diakona stałego

2026-06-23 07:48

[ TEMATY ]

diakonat

diakonat stały

Adobe Stock

W dniu 28 czerwca br. o godzinie 15.00, w kościele parafialnym pw. św. Ap. Piotra i Pawła w Częstochowie, Arcybiskup Metropolita Wacława DEPO udzieli sakramentu święceń w stopniu diakonatu Mariuszowi WAWRZAKOWI, pochodzącemu z tej parafii. Będzie on pierwszym w historii Kościoła częstochowskiego diakonem stałym święconym do posługi w jego strukturach.

Podziel się cytatem Diakonat stały to posługa mężczyzn – zarówno żonatych, jak i żyjących w celibacie – będąca pierwszym stopniem sakramentu święceń. Diakoni wspierają duszpasterzy w posługach: liturgicznej, słowa, miłosierdzia oraz socjalnej. Warto podkreślić, że diakonat stały nie jest etapem przejściowym, lecz docelową formą posługi. Diakonat stanowi szczególny znak oddania życia Chrystusowi oraz wspólnocie Kościoła. Nowy diakon stały podejmie misję głoszenia Dobrej Nowiny we współczesnym świecie. Otoczmy kandydata modlitwą, prosząc dla niego o dary Ducha Świętego, wierność powołaniu, pokorę oraz gorliwość w służbie. Niech Najświętsza Maryja Panna Częstochowska wyprasza mu potrzebne łaski, a Chrystus umacnia go na drodze powołania.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Konrad Krajewski otrzyma paliusz od papieża Leona XIV

2026-06-24 12:00

[ TEMATY ]

Watykan

archidiecezja łódzka

kard. Konrad Krajewski

Papież Leon XIV

Joanna Popławska

Kard. Konrad Krajewski otrzyma w Watykanie paliusz z rąk Ojca Świętego Leona XIV

Kard. Konrad Krajewski otrzyma w Watykanie paliusz z rąk Ojca Świętego Leona XIV

W uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła kard. Konrad Krajewski, metropolita łódzki, otrzyma w Watykanie paliusz z rąk Ojca Świętego Leona XIV. Uroczystość odbędzie się 29 czerwca podczas Mszy św. w Bazylice św. Piotra.

Paliusz to szczególny znak jedności metropolity z papieżem oraz z Kościołem powszechnym. Jest noszony przez arcybiskupów metropolitów podczas sprawowania liturgii na terenie własnej metropolii. Ma formę białej wełnianej szarfy ozdobionej krzyżami, nakładanej na ornat.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję