Reklama

Wiadomości

Niepokonana

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Renata Ślosarczyk, nauczycielka muzyki i kompozytorka piosenek religijnych. Przez 9 lat grała na instrumentach klawiszowych i śpiewała w zespole „Betania”. Występowała na Jasnej Górze i w Filharmonii Krakowskiej, jeszcze przed pożarem. Z „Betanią” zjechała niemal całą Polskę. Swoją miłość do muzyki chciała ponieść dalej.

Uczyła. Przez jej dom przewinęło się ok. 40 uczniów. Przynajmniej 10 z nich, dziś już dorosłych, gra w orkiestrach dętych. Przez ostatnie 2 i pół roku przygotowywała cotygodniową audycję do katolickiego Radia „Anioł Beskidów”. Prowadziła dwie grupy Dzieci Bożych. W 2008 r. wydała autorską płytę „Zawsze z nadzieją”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

W tej aktywności, którą można by obdzielić przynajmniej dwie osoby, nie przeszkodził jej ani wózek inwalidzki, ani postępująca nieuleczalna choroba. Podczas gdy po ludzku rzecz biorąc, powinna załamać się i odwrócić od świata, Renata Ślosarczyk, mieszkanka niewielkiej Bestwinki w gminie Bestwina, województwo śląskie, udowadnia całą sobą, że godnie i pięknie można żyć w każdym czasie i w każdej sytuacji.

Oto jej historia.

To życie ma sens

Zanik mięśni to w jej rodzinie choroba genetyczna. Na to samo zmarła w wieku 18 lat jej starsza siostra - Grażynka.

- Jeszcze do I Komunii św. Renia szła prosta jak świeczka - wspomina p. Genowefa, mama Reni. - Jednak w wieku 14 lat potrzebny był już wózek inwalidzki.

Reklama

I na tym wózku przez wiele kolejnych lat Renata żyła pełnią życia - komponowała, koncertowała, udzielała się w Kościele, poznawała nowych ludzi, miała wielu przyjaciół.

Kryzys przyszedł 10 lat temu. W ciężkim stanie trafiła do szpitala, prosto pod respirator. Przez 3 miesiące leżała na OIOM-ie, z rurką w gardle, ze świadomością, że nigdy nie zostanie usunięta. Zaniku mięśni się nie leczy. Z biegiem lat człowiek nawet nie oddycha samodzielnie. Jakby tego było mało, pojawiła się alergia pokarmowa i oddechowa - w zasadzie na wszystko - zapach skórki cytryny, perfumy albo mocne mydło na czyjejś skórze. To spowodowało, że świat, który i tak był już daleki, stał się jeszcze bardziej oddalony.

Mikro i makroświat

Od 6 lat Renia leży w łóżku na wznak, podłączona do specjalistycznej aparatury, która za nią oddycha i monitoruje parametry życia. Nie odwróci nawet głowy, by zerknąć przez okno na ogród, bo od niedawna utraciła już możliwość półleżenia.

Tragedia? Z pewnego punktu widzenia zapewne tak, ale dla osoby pokroju Renaty i dla jej bohaterskiej rodziny - to życie sprowadzone do mikroświata niewielkiego pokoju i makroświata wyobraźni, miłości, oddania i ogromnej wiary - udowadnia nam wszystkim, że cierpienie ma sens, tylko nie każdy potrafi pojąć jaki. Do zrozumienia potrzebna jest wiara.

Renata mówi: - Niewierzący człowiek w mojej sytuacji pewnie popadłby w obłęd. W życiu można też zawierzyć drugiemu człowiekowi, można na kimś zawiesić swoje istnienie. Ale ulgi to nie przyniesie. Ulgę i zrozumienie, że jest się tu po coś, daje tylko wiara w Boga.

Reklama

Modlitwa to nieodzowna część codzienności. Od 10 lat codziennie o godz. 15 schodzi się do jej pokoju rodzina, żeby odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Regularnie odprawiane są też w pokoiku Msze św.

- Gdzie szukać pomocy, jak nie u Boga, wsparcia - jak nie u Ducha Świętego - szepcze Renata. - Jak cudownym lekarstwem jest modlitwa, mogą zaświadczyć ci, którzy doświadczają rozmaitych cierpień. Potem przychodzi ulga...

Zawsze z nadzieją

Kocha muzykę. Kochała ją grać, czuć pod palcami. Uczyć, zapalać pasją, widzieć w oczach zachwyt i radość. Teraz tylko słucha. Mówi, że to nie to samo, co układanie, ale musi wystarczyć.

Wtedy w szpitalu, w czasie gdy wracała do świata po utracie przytomności, podczas długich godzin leżenia na OIOM-ie, w ciszy rozpraszanej jedynie cykaniem maszyn medycznych, Renata słyszała muzykę.

- Wracała świadomość, a z nią dźwięki. Myślałam, że gdzieś gra radio… Tylko dlaczego ciągle nadają tę samą piosenkę kościelną: „Wy jesteście na ziemi światłem mym…”. Zapytałam pielęgniarkę, a ona zdziwiona odpowiedziała: - Tutaj nie ma żadnego radia… Pomyślałam: Bóg daje mi znak.

Tak powstała autorska płyta „Zawsze z nadzieją”. Refleksje o życiu, cierpieniu, samotności, ale i nadziei, potędze wiary, szukaniu drugiego człowieka. Każda nutka mozolnie nanoszona myszką na komputerowy ekran przez słabe palce. Był rok 2004. Szpital. OIOM. Stan ciężki. Renata unieruchomiona przez chorobę od stóp do głów. Z wyjątkiem rąk, no i tej głowy, która działała w najlepszym porządku. A w tej głowie muzyka. Całe frazy.

Reklama

Wtedy jeszcze nie męczyło ją mówienie. Dziś każdą przegadaną chwilę musi potem odcierpieć. Płyta pozwoliła jej dotrzeć do świata z przekazem, że zmaganie się z codziennością, walka z własną słabością, że cierpienie nie jest bezsensem…

Słucham jej głosu, niemal szeptu i podziwiam człowieka, który niszczony nieuleczalną chorobą ma w sobie niespotykaną u zdrowych pasję życia. Człowieka, który samym swoim istnieniem udowadnia, że można godnie żyć - w każdej sytuacji i w każdym czasie.

Klan Pana Boga

Mama - p. Genowefa, kobieta wielkiej wiary i równie wielkiego męstwa, i tata - p. Leon, choć sam obciążony wiekiem, wciąż służący pomocą - twierdzą zgodnie, że wokół całej ich rodziny działa „klan Pana Boga”. Taki Boży „desant” sprowadzany przez Najwyższego, by się lżej żyło, leczyło, pokonywało przeszkody. W tym klanie jest ksiądz proboszcz, miejscowa aptekarka i lekarka anestezjolog Helena Dziedzic. A jednym z najważniejszych od prawie 20 lat jest Adam Waśko - fizykoterapeuta z dyplomem wyższej uczelni, znany w całym kraju z leczenia rozmaitych schorzeń kręgosłupa. Rodzina jest przekonana, że dzięki temu człowiekowi Renata żyje. Gdy tylko jest taka potrzeba, przyjeżdża do Bestwinki, by „ustawić kręgosłup”. Przybywa na każde wezwanie. A wzywany bywa, gdy rodzina i lekarze nie wiedzą, co robić.

Adam Waśko nie widzi w swoim postępowaniu niczego nadzwyczajnego. Uważa, że Renata jest osobą dotkniętą przez Pana Boga. Jej postawa, sposób znoszenia cierpienia, ogromna wiara, modlitwa imponują i skłaniają do przemyśleń.

Reklama

- Pan Adam traktuje nas tak... po Bożemu - przyznaje p. Genowefa. I tu pojawia się opowieść o jednej z wielu interwencji p. Adama. Jej świadkiem była lekarka Helena Dziedzic.

Mama Genowefa opowiada: - Respirator wydaje z siebie taki odgłos, który w domu już wszyscy znają, jeśli „pracuje” inaczej niż zwykle, to znak, że dzieje się coś złego. Wtedy coś się stało z rurką, dzięki której oddycha. Nie udawało się wejść do płuc, by je oczyścić, pojawiała się krew. Wezwaliśmy panią doktor, która uznała, że Renię trzeba zabrać do szpitala. I to natychmiast, inaczej się udusi. Nie kryła też, że oznacza to, iż w szpitalu Renia zostanie zaintubowana. Na stałe. Utraci wtedy bezpowrotnie ostatnią zdolność komunikowania się ze światem. Byliśmy przerażeni taką wizją. Lekarka nachyliła się nad chorą: - Jeśli ma pani coś ważnego do powiedzenia najbliższym, proszę zrobić to teraz. Potem nie będzie już takiej możliwości…

Człowiek w desperacji chwyta się każdej możliwości. Mamie Genowefie przyszedł na myśl Adam Waśko. Lekarka na to: - W tej sytuacji wezwijcie, kogo chcecie…

Adam Waśko jak zwykle, jak przez lata, także tym razem nie odmówił pomocy. Przed jego przyjazdem Renata i Robert długo się modlili. Gdy pan Adam przyjechał, mama i Robert ułożyli Renię w dogodnej pozycji, a pan Adam przez chwilę dotykał kręgów szyjnych Renaty, jakby czegoś tam szukał i zaraz już było słychać, że respirator zaczął chodzić normalnie… A Renata złapała głęboki oddech.

Lekarka powtarzała zdumiona: - To cud!

Złote palce

Reklama

Adam Waśko mówi: - Mam od Boga taki dar - i pokazuje ręce. Świetnie wykształcony, absolwent Uniwersytetu Śląskiego, sporo jeździł po Europie, doskonaląc swoje umiejętności. Nie kryje, że wiara w jego życiu i pracy zajmuje istotne miejsce.

- U kogoś, kto latami leży w jednej pozycji, kręgosłup się łamie, gnie, przybiera jakieś niewiarygodne kształty. Żeby ulżyć Reni, trzeba znaleźć pozycję, która przynosi ulgę. Znać kręgosłup na pamięć.

Ostatnio było np. załamanie splotu słonecznego.

- I jak tu nie wierzyć w istnienie klanu Pana Boga? Jak jesteśmy pod ścianą, zawsze zdarza się coś, co pozwala nam przetrwać - tłumaczy p. Genowefa.

Cztery lata temu do tej elitarnej grupy dołączył Robert.

Kim jest Robert?

Co wydaje się nieosiągalne dla kobiety z respiratorem, unieruchomionej w łóżku od lat, z minimalnym kontaktem ze światem?

Miłość. Na dodatek ta najlepsza, bo wzajemna.

Miłość

Oto historia, która nie powinna się zdarzyć. A zdarzyła się i „jest cudem w naszych oczach”. Mama Genowefa mówi, że jest piękniejsza niż te z filmów. Bo prawdziwa, tętniąca emocją, radosna i ciepła.

Renata po powrocie ze szpitala czuła się bardzo samotna.

- Wielu się odsunęło - mówi z goryczą matka.

- Nie, to nie tak - wtrąca Renata. - Moja choroba, zwłaszcza alergia, spowodowała, że trzeba było ograniczyć kontakty towarzyskie.

- Przez nasz dom wcześniej przewijały się tłumy, a tu nagle cisza - wtrąca p. Genowefa.

Reklama

- Z Robertem poznaliśmy się przez telegazetę. Najpierw były SMS-y. Pisaliśmy przez długi czas. Potem spotkania, odwiedziny, długie rozmowy. Zakochałam się… Znaliśmy się 5 lat, nim Robert się oświadczył. Broniłam się, przekonywałam, że nigdy nie ugotuję mu obiadu, koszuli nie wyprasuję... A on zamknął mi usta jednym zdaniem…

- To nie jest w miłości najważniejsze - odzywa się Robert… - Życie nie na tym polega.

- Dokładnie tych słów wtedy użył - dodaje Renata i przez chwilę patrzą na siebie tak, że nikogo w pokoju nie trzeba przekonywać, że tych dwoje się kocha.

Rodzice nie chcieli uwierzyć, sprzeciwiali się. - Który mężczyzna zdecydowałby się ożenić z kobietą pod respiratorem? - pyta pani Genowefa. - Byliśmy przeciwni, oczywiście, że tak! Co to w ogóle za pomysł. A potem przyszła myśl, że skoro w naszym domu wszystkie sprawy układa Pan Bóg, to my się już nie wtrącamy... - rozkłada szeroko ręce.

Przekonała ich cierpliwość Roberta. Młodzi są pewni, że taką miłość planuje się gdzieś tam, wysoko, w niebie.

- Robertowi też zmarła siostra Basia. Żartujemy, że razem z moją Grażynką wyswatały nas w niebie. No bo jak wytłumaczyć, że wśród setek numerów telefonów wybrałam właśnie ten jeden i trafiłam na takiego Człowieka, na Roberta? - mówi Renata.

Pobrali się 4 lata temu w niedzielę Miłosierdzia Bożego.

- Dla mnie całym światem jest Robert i ten pokój. To nasz świat. Gdy Robert wraca z pracy, jesteśmy nierozłączni.

Taka miłość to się nawet w filmie nie zdarza.

Codzienność jest modlitwą o istnienie

Reklama

Codzienność to sprawdzian nie tylko dla miłości, ale cierpliwości, dokładności, umiejętności. Chory na dystrofię mięśni wymaga nieustannej obecności osoby drugiej. Dzielą się więc obowiązkami. Pani Genowefa ma - jak sama mówi - pierwszą zmianę. Gdy Robert wraca z pracy, zastępuje teściową.

- I to jest ich prywatność. Opiekuje się nią pięknie, z takim oddaniem i czułością, że ja się ciągle wzruszam. Patrzenie na nich sprawia mi przyjemność.

Renata jest bystrą kobietą, na ile może, stara się uczestniczyć w życiu najbliższych. Od kilku miesięcy nie udaje się jej już podnosić do pozycji półleżącej. Straciła możliwość swobodnego korzystania z komputera. Został jej tylko telewizor zawieszony na wysięgniku nad łóżkiem i telefon z Internetem. Leżąc płasko, wystukuje z wysiłkiem SMS-y, szuka stron internetowych.

Żyje dzięki specjalistycznym maszynom wypożyczonym z firmy BetaMed, której założycielką i dyrektorem jest p. Beata Drzazga. Bez nich byłaby skazana na szpital.

Domownicy przyznają, że Renata to podpora rodziny, wokół jej łóżka skupia się ich życie, tu celebrują święta kościelne i te rodzinne. Tu, jak sami mówią, bije serce tego domu.

- Nie zastanawiamy się nad przyszłością, dla nas każdy dzień jest darem z nieba. Potrafiliśmy znaleźć sens istnienia w monotonnej powtarzalności, wynikającej z troski o przetrwanie. Chcielibyśmy mieć okazję do przeżycia jeszcze kilku szczęśliwych chwil - mówią.

2013-07-01 13:49

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lourdes - sanktuarium nadziei

Światowy Dzień Chorego ustanowił Ojciec Święty Jan Paweł II, w liście z 13 maja 1992 r. do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia, kard. Fiorenzo Angeliniego, ustalając jednocześnie datę na 11 lutego - święto Matki Bożej z Lourdes. Po raz pierwszy Dzień ten obchodzono w następnym roku (1993) w Lourdes i częściowo w Rzymie, a uroczystościom przewodniczył w Rzymie osobiście Ojciec Święty. W 1994 r. główne obchody odbyły się w naszym narodowym sanktuarium na Jasnej Górze - przewodniczył im kard. Angelini. Odtąd miejscem centralnych obchodów Dnia jest zawsze jakieś znane sanktuarium maryjne w różnych krajach. Odbywały się one kolejno w Jamusukro (Wybrzeże Kości Słoniowej, 1995), Guadalupe (Meksyk, 1996), Fatimie (1997), Loreto (1998), Harissie (Liban, 1999), Rzymie (2000, połączone z Jubileuszem Chorych), Sydney (2001) i w narodowym sanktuarium katolików indyjskich w Vailankamy (2002). W bieżącym roku centralne obchody już XI Światowego Dnia Chorego odbędą się w Waszyngtonie, gdzie końcowym punktem trzydniowych uroczystości będzie Msza św. w narodowym sanktuarium maryjnym Stanów Zjednoczonych - stołecznej bazylice Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Powiązanie Światowego Dnia Chorego z liturgicznym wspomnieniem Najświętszej Maryi Panny z Lourdes ma swój szczególny wydźwięk. Kto przybywa do tego miejsca - obojętnie czy jako pielgrzym czy jako turysta - staje przed Grotą, w której 11 lutego 1858 r. Maryja ukazała się po raz pierwszy skromnej dziewczynie Bernadetcie Soubirous. Co prawda Grota dziś już wygląda inaczej niż w dniach objawień, ale każdy, kto przed nią staje, musi unieść wzrok, aby zobaczyć figurę Maryi, ustawioną w miejscu dokonanych objawień. Trzeba "unieść wzrok", aby widzieć wyżej, by szukać tego, co "pochodzi z góry", wszystkiego, co prawdziwe, szlachetne, sprawiedliwe, czyste i godne miłości. O tej Grocie Bernadetta mówiła: "To było moje niebo". To tutaj, usłyszała też słowa z ust Maryi - których sama jeszcze nie rozumiała - że przychodzi ona na ziemię jako "Niepokalane Poczęcie". Było to potwierdzeniem tej prawdy, którą Kościół czcił od wieków, a cztery lata wcześniej, w 1854 r. ogłosił światu przez Piusa IX dogmat o Niepokalanym Poczęciu. Bóg uzdolnił Maryję w sposób szczególny, aby przez Nią mógł przyjść na ziemię Zbawiciel - Syn Boży. Tak więc z jednej strony Lourdes uczy nas "unosić wzrok ku górze", z drugiej zaś, uczy nas także dostrzegania tego, co "na dole", uczy spotkania z cierpieniem. Każdego roku do tego sanktuarium przybywa około 5 mln pielgrzymów. Z tego około 80 tys. to ludzie chorzy. Nie są sami. Przy nich łatwo możemy spotkać mężczyzn wyposażonych w specjalne "szelki" i kobiety w białych czepkach, którzy pomagają chorym w poruszaniu się, przenoszą ich z miejsca pobytu na wspólną modlitwę, pomagają w zwyczajnych sprawach, które od pełnosprawnych nie wymagają większego wysiłku, dla tych chorych zaś są czasami wielkim trudem. To wolontariusze, którzy należą do Biura Wolontariatu (powołane do życia w 1885 r.) i w ten sposób tworzą dziś ponad 200 tys. rzeszę mężczyzn i kobiet, w różnym wieku, mówiących różnymi językami i reprezentujących wszystkie rasy i narody. W Lourdes przybywający chorzy kierowani są szczególnie do dwóch miejsc: szpitala Accueil Saint Frai - który może pomieścić 400 łóżek terapeutycznych i szpitala Accueil Notre Dame z 904 łożkami. Dzięki pomocy wolontariuszy mogą wraz z innymi uczestniczyć w codziennej Mszy św., nabożeństwie i procesji różańcowej, w nabożeństwie dla chorych, mogą przemierzyć szlak św. Bernadetty, modlić się przy Grocie, skorzystać z kąpieli w specjalnie przygotowanych basenach. To spotkanie pielgrzymów i turystów z osobami chorymi - w różnych stadiach i odmianach choroby - a także odwrotnie, chorych z osobami zdrowymi, pozostawia trwały ślad u wszystkich. I jest to jedno z najczęściej wywożonych wspomnień, zaraz po osobistych przeżyciach duchowych związanych z nawiedzeniem tego miejsca objawień. Samo Lourdes jest dobrze przygotowane na przyjęcie przybywających tu pielgrzymów. Miasto liczące ponad 15 tys. mieszkańców ma prawie 300 hoteli i miejsc noclegowych, umożliwiających przyjmowanie przybywających z różnych stron świata ludzi. Zazwyczaj pierwsze kroki kierowane są do wspomnianej już Groty objawień, przy której najczęściej wykonywane są trzy gesty: dotknięcie skały, zapalenie świecy, obmycie się i skosztowanie wody ze źródła. Człowiekowi potrzeba oparcia, czegoś trwałego, dotknięcie skały to symbol naszego oparcia się na Bogu, oparcia na wierze. Zapalona świeca, która często towarzyszy pielgrzymom, to zarazem znak naszego wewnętrznego pielgrzymowania i przedłużenie naszych modlitw podejmowanych w tym miejscu. Obmycie zaś wodą, któremu najczęściej towarzyszy modlitwa z prośbą o oczyszczenie duszy i ciała, często prowadzi także pielgrzymów do sakramentalnej spowiedzi. Każdego dnia pielgrzymi mogą wziąć udział we Mszy św. odprawianej najczęściej w ojczystym języku, mogą zatrzymać na modlitwie w wielu miejscach. Oprócz Groty, jest tu tzw. bazylika górna pw. Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, krypta z relikwią św. Bernadetty, bazylika Matki Bożej Różańcowej, podziemna bazylika św. Piusa X (mogąca pomieścić ponad 20 tys. osób), kościół św. Bernadetty, kaplica adoracji, a także kaplica spowiedzi. Można odprawić nabożeństwo Drogi Krzyżowej, wziąć udział w procesji eucharystycznej (godz. 17.00), procesji maryjnej (godz. 21.00), wspólnie odmawianym Różańcu przy Grocie (godz. 15.30) a także odwiedzić któreś z muzeów, szczególnie zaś przejść szlakiem św. Bernadetty. Nieprzypadkowo wybrał więc Ojciec Święty to miejsce i ten czas w życiu liturgicznym Kościoła, ustanawiając Światowy Dzień Chorego. Kieruje tym samym nasze myśli ku niebu i naszemu codziennemu życiu, szczególnie życiu dotkniętemu przez krzyż codziennego cierpienia i choroby. Niech więc ten dzień będzie dla chorych dniem umocnienia Bożą łaską przez spotkanie z Chrystusem w sakramencie pokuty, Eucharystii, a także ustanowionym przez Niego sakramencie chorych. A dla zdrowych jest to okazja, aby swoją modlitwą wspierać ludzi chorych, a także pomóc w dotarciu w tym dniu do kościoła wszędzie tam, gdzie będzie w parafiach odprawiana Msza św. w intencji chorych. Można też w rozmowie z ludźmi chorymi, którym już trudno się poruszać, zachęcić do przyjęcia kapłana z Najświętszym Sakramentem.
CZYTAJ DALEJ

Siostry zakonne. Matki duchowe, które pomagają innym dojrzewać

2026-05-26 09:32

Archiwum DW-P/Stanisław Kordyasz

26 maja obchodzony jest w Polsce Dzień Matki. To święto kobiet, które dają życie, wychowują, prowadzą do wiary, tworzą rodziny i wspólnoty. Siostry zakonne przypominają, że macierzyństwo ma wiele twarzy, a jego najgłębszym źródłem jest miłość dana od Boga.

Macierzyństwo kojarzy się z wielkimi uczuciami, ale najczęściej dzieje się w małych sprawach. W karmieniu, czuwaniu, trosce, rozmowie po trudnym dniu, cierpliwości wobec błędów, radości z małych zwycięstw dziecka i bólu, gdy ono cierpi. Rzadko trafia na pierwsze strony gazet, choć bez tej codziennej pracy żaden dom nie zachowałby swojego rytmu.
CZYTAJ DALEJ

Perłowi kapłani w chełmskim sanktuarium

2026-05-26 13:59

Archiwum ks. Grzegorza Drausa

„Wszystko, co mogłeś dać, dałeś nam, Panie” to motto kapłanów, którzy przyjęli święcenia prezbiteratu 30 lat temu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję