Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Siostra silniejsza od czołgów

Niedziela bielsko-żywiecka 19/2013, str. 4-5

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

zakonnica

MR

Siostra i proboszcz katowickiej katedry

Siostra i proboszcz katowickiej katedry

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Opowiem wam historię o kobiecie niezwykłej. Kobiecie pełnej charyzmy i wielkiego zaufania, a jednocześnie twardo stąpającej po ziemi. O siłaczce noszącej na własnych barkach stal i materiały budowlane, opiekującej się wojennymi sierotami i dającej arabskim chrześcijanom wiarę w lepsze jutro. Opowiem o elżbietance, siostrze Rafale Włodarczyk (lat 82), która mimo wielu przeszkód wybudowała dwa sierocińce: w Jerozolimie na Górze Oliwnej i w Betlejem w Autonomii Palestyńskiej. To za jej sprawą o Polakach w ziemi judzkiej mówi się z uznaniem i w ten sposób: „Rozbierz Polaka i wywieź go nago na pustynię. Po kilku dniach przyjedź w to miejsce, a zobaczysz go dobrze ubranego, mieszkającego w schludnym domku, a na dodatek karmiącego okoliczną biedotę.” Z ust Żyda, czy to aby nie komplement?

Po izraelsko-arabskiej sześciodniowej na ulicach Jerozolimy i wokół niej, pełno było osieroconych arabskich dzieci. Niektóre zgubiły się rodzicom w trakcie działań zbrojnych, inne, w ich wyniku straciły rodziców bezpowrotnie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Te dzieci mieszkały w zaułkach ulic, albo na cmentarzach. Żywiły się resztkami żywności, myszkowały w śmieciach, pracowały ponad miarę swojego wieku. Nie miałam dla nich pomieszczenia, lecz mimo to wraz z współsiostrami postanowiłyśmy je przygarnąć - wspomina s. Rafała Włodarczyk.

Reklama

Na początku domem dla dzieci ulicy stało się kilka wynajętych pokoi. Na jedzenie dla swoich podopiecznych siostry zarabiały grając na gitarze i śpiewając polskie piosenki. Na ten rodzaj kolekty pozytywnie odpowiedzieli zarówno rodacy pielgrzymujący do Ziemi Świętej, jak i zwykli przechodnie.

- Ta gitara nie miała tylu strun, co trzeba. Do dziś trudno mi więc powiedzieć, czy ludzie dający nam pieniądze myśleli o sierotach, na które zbierałyśmy, czy też o tym, abyśmy już przestały śpiewać - mówi elżbietanka.

Uliczne występy były dobrym pomysłem na to, aby zadbać o dzień dzisiejszy, o żywność, odzież i o zakup przyborów szkolnych. Nie były jednak na tyle dochodowe, aby zakonnice mogły z nich odłożyć na czynsz. Gdy termin uregulowania należności nieuchronnie się zbliżał, pomyślały, że tego dnia wyślą dzieci do szkoły, a same „rozpłyną się w powietrzu”. Elżbietanki nie zrealizowały swego planu, bo Pan Bóg w samą porę przysłał im swego posłańca. Gdy kwestowały na ulicy, zatrzymał się koło nich mercedes. Z auta wyszedł dystyngowany mężczyzna i zapytał, czy są polskimi zakonnicami. Gdy padła odpowiedź twierdząca, mężczyzna zadał jeszcze jedno pytanie, czy opiekują się wojennymi sierotami, a gdy przytaknęły, wyjął kopertę, wręczył im, wsiadł do samochodu i odjechał. W kopercie było tysiąc dolarów, co rozwiązywało wszystkie ówczesne kłopoty elżbietanek.

Dom na Górze

Reklama

Zaczęło się od podarowanej parceli na Górze Oliwnej. - W Jerozolimie ziemię kupuje się na centymetry. Jest taka droga. Na dodatek, przy jej zakupie pierwszeństwo ma Żyd. A tu taka darowizna nam się przydarzyła. Otrzymałyśmy kawałek ziemi i jaskinie. No i zaczęłyśmy budować bez zezwolenia, bo te, mimo naszych starań, jakoś nie mogło do nas trafić - opowiada s. Rafała Włodarczyk.

Budowa zakonnego sierocińca, umiejscowionego na dodatek na wzniesieniu górującym nad Starym Miastem, nie mogła pozostać niezauważona. O rozbiórce, czy pozostawieniu go w dotychczasowym stanie, miał zadecydować sąd. Na rozprawach pojawiało się masę ludzi, którzy dopingowali elżbietanki. Ostateczny wyrok był dla sióstr korzystny. - Nie dam zgody na rozbiórkę sierocińca, bo te siostry i te dzieci mają prawo tu żyć - powiedział sędzia i dodał: - Proszę siostrę Rafałę Włodarczyk o zabranie głosu. Zakonnica skwitowała ostateczny werdykt jednym zdaniem: „Niech Panu Bogu Najwyższemu będą dzięki”. Za nią powtórzył je sędzia.

- Po jakimś czasie dowiedziałam się, że ten człowiek stracił swoją posadę w Jerozolimie i został przeniesiony na prowincję - wspomina elżbietanka.

Zasądzony wyrok zabraniał ciągnięcia budowy wzwyż, ale nie wszerz. To „niedopatrzenie” od razu zostało wykorzystane. Prace budowlane znów nabrały tempa, tyle, że były prowadzone bardziej dyskretnie, niekiedy wręcz konspiracyjnie. Pod osłoną nocy, pięć ton stali siostry wniosły na własnych barkach, aby kontynuować swe dzieło. Podobnie transportowały inne materiały budowlane. Ostatecznie w 1967 roku otwarto Dom Pokoju (Home of Peace) na Górze Oliwnej w Jerozolimie, przez który, do dnia dzisiejszego przeszło kilkaset dzieci.

Przez wojskowe zasieki

Reklama

Ariel Szaron, lider prawicowej partii, w 2000 roku złamał niepisaną umowę i wszedł otoczony swymi ochroniarzami na teren dawnej świątyni jerozolimskiej, gdzie stoją obecnie dwa meczety. Jego zachowanie doprowadziło muzułmanów do wściekłości i, jak łatwo się domyśleć, przez Ziemię Świętą przetoczyła się fala rozruchów. Z miesiąca na miesiąc przybierały one na sile. Wtedy to właśnie w ramach akcji odwetowej wojsko żydowskie otoczyło kordonem Betlejem i zaczęło zaprowadzać swoje porządki. Nikt do miasta nie mógł wejść ani z niego wyjść. Nikt oprócz siostry Rałały.

Tuż przed rozpoczęciem przez Izrael akcji militarnej, nieświadome niczego siostry zawiozły kilkoro dzieci do ich matki do Betlejem. Zbliżała się właśnie Wielkanoc. Raptem kilka dni później zadzwoniła do nich zrozpaczona kobieta, która błagała siostry, aby jak najszybciej przyjechały po dzieci. - Tu jest wojna - krzyczała do słuchawki. Zaraz po Świętach do Betlejem ruszyła s. Rafała, a wraz z nią, zakonna współtowarzyszka. Obie wyposażone były w krzyż i flagę watykańską. Nieco wcześniej w tym samym kierunku skierowała się z Jerozolimy wielka manifestacja, która próbowała wymusić na Żydach zakończenie blokady miasta. Jak relacjonował elżbietankom jej uczestnik, skończyło się na okrzykach, połamaniu przez żołnierza izraelskiego niesionego przez demonstrantów krzyża i na natychmiastowym nakazie opuszczenia strefy zmilitaryzowanej. Przed elżbietankami wojskowy kordon próbowali jeszcze sforsować dziennikarze, ale jak się okazało, byli równie nieskuteczni w swych poczynaniach, co demonstranci. Bóg tego dnia był przychylny tylko dla polskich zakonnic.

Reklama

- Gdy przechodziłyśmy obok grupy dziennikarzy, powiedzieli nam: „Po co się tam pchacie. I tak was nie przepuszczą”. Początek rzeczywiście nie był zachęcający. Wyleciał do nas młodzian z automatem i kazał zawrócić. Tłumaczyłyśmy mu, że idziemy po dzieci, ale nic do niego nie trafiało. W końcu mówię do niego, że jest za niski stopniem, żeby o takich sprawach decydować i wysłałam po kogoś starszego szarżą. Poszedł, ale zanim to zrobił, zadbał o zastępcę, który trzymał nas na muszce. Może mu się z terrorystkami kojarzyłyśmy, trudno powiedzieć. Po chwili wrócił ze swoim przełożonym, który okazał się być młodszy od niego o kilka lat. Wymiana argumentów zaczęła się od nowa. W końcu coś mnie tknęło i mówię: „zapytaj dziadków na temat obozów koncentracyjnych, na temat dzieci, którym nikt podczas wojny nie udzielił pomocy”. Tyle wystarczyło. Widzę, a ten chłopak blednie i rzuca: Idźcie! No to poszłyśmy. Po drodze naliczyłyśmy trzydzieści czołgów i przed każdym odmówiłyśmy egzorcyzm: „Niech ucieka duch nieczysty”. Żołnierze widząc jakieś stare babki mruczące coś pod nosem, albo się odwracali, albo wchodzili do czołgów. Może brali nas za czarownice. W każdym bądź razie odnalazłyśmy dzieci i bezpiecznie wróciłyśmy z nimi do Jerozolimy - wspomina s. Rafała.

Nowe perspektywy

Po 45 latach od wzniesienia Domu Pokoju na Górze Oliwnej, elżbietanki realizują obecnie swój kolejny bliźniaczy projekt. W chrześcijańskiej dzielnicy Betlejem zbliża się do końca budowa drugiego Home of Peace. Do nowego sierocińca przygarniane są dzieci z rodzin biednych, niepełnych, dysfunkcyjnych. Siostry zapewniają im edukację i normalną egzystencję. W budynku tworzą też zalążek szkoły katolickiej.

- Chrześcijanie mieszkający w Autonomii Palestyńskiej znajdują się w potrzasku. Szkoły państwowe są tu muzułmańskie i dzieci chrześcijan poddawane są indoktrynacji. W nich mówi się o Mahomecie, a nie o naszej religii. Z takich szkół musimy je szybko wyciągać. Tutaj dobrze wiemy, że edukacja kosztuje i że świeckich nauczycieli trzeba opłacać, aby cieszyć się odpowiednimi efektami - trzeźwo patrzy na życie s. Rafała.

Jak mówi elżbietanka, praca z podopiecznymi to jednak nie tylko dbałość o edukację. Dzieci, które trafiają do Domu Pokoju muszą przejść długą drogę, aby na jej końcu doświadczyć tego, czym jest normalność. Zaszłości, które trzeba u nich poprawić, jest bardzo dużo. Te, które tu przychodzą nie potrafią się wspólnie bawić, egzystować w grupie, a nawet należycie zadbać o własną higienę. - W czasach upałów, gdy temperatura jest bardzo wysoka, Izrael potrafi wstrzymać na dwa, trzy tygodnie dostarczanie wody na tereny Autonomii Palestyńskiej. W takich sytuacjach nikt nie myśli o jej innym, niż spożywczy, przeznaczeniu. Nie ma więc co się dziwić, że dzieci, które przygarniamy, mają problemy z higieną i nie potrafią się dobrze umyć - mówi elżbietanka.

Jak ławo się domyślić wyzwanie związane z nauką operowania mydłem, jest najprostszym z tych, przed którymi stoją zakonnice. To, z czym muszą się one rzeczywiście zmierzyć, dotyczy zmiany mentalności więźnia. Betlejem jest bowiem więzieniem bez dachu, miejscem, z którego bez izraelskiego zezwolenia nie można wyjechać. Najważniejszym zadaniem, jakie stoi przed elżbietankami to budzenie aspiracji wśród młodych ludzi systematycznie gniecionych przez politykę. Patrząc na realizowane przez siostrę Rafałę Włodarczyk inicjatywy, wydaje się, że i z tym sobie poradzi, z Bożą i ludzką pomocą.

2013-05-09 14:52

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież do zakonników: powołanie to nie efekt kampanii reklamowej

[ TEMATY ]

Kościół

zakon

zakonnica

powołanie

bracia zakonni

Archiwum Sióstr Franciszkanek

„Szukajcie sposobów, aby otworzyć drogi, by Pan mógł przemówić, by Pan mógł powołać. Nie róbcie kampanii wyborczej ani kampanii o charakterze komercyjnym, ponieważ powołanie Boże nie kieruje się zasadami marketingu” – to słowa papieża skierowane do uczestników Tygodnia Instytutów Życia Konsekrowanego, jaki odbywa się w Hiszpanii. Jego tematem jest młodzież i powołania do pójścia za Panem.

W wideoprzesłaniu Franciszek przestrzega ich, aby nie lamentowali nad brakiem powołań i nie wsłuchiwali się w ten ton, opłakując minioną chwałę. Pan bowiem wzywa, aby patrzeć wprzód i zobaczyć, co można zrobić.
CZYTAJ DALEJ

USA: Burmistrz Nowego Jorku ogłosił stan wyjątkowy

2026-02-23 06:50

[ TEMATY ]

Stany Zjednoczone

Nowy Jork

PAP/EPA/OLGA FEDOROVA

Burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani ogłosił w niedzielę stan wyjątkowy w mieście z powodu prognozowanej niezwykle silnej śnieżycy. Wprowadził zakaz przemieszczania się oraz zdecydował o zamknięciu w poniedziałek szkół publicznych. Władze ostrzegają przed zagrożeniem życia i całkowitym paraliżem komunikacyjnym.

Zakaz przemieszczania się – jak podała stacja Fox News – obowiązuje od godziny 21.00 (czasu lokalnego) w niedzielę do południa w poniedziałek. Restrykcje obejmują wszystkie ulice, autostrady oraz mosty, które zostają wyłączone z ruchu kołowego, z wyjątkiem pojazdów ratunkowych. Ograniczenia dotyczą samochodów osobowych, ciężarówek, a także skuterów i rowerów elektrycznych. Poruszać mogą się jedynie służby ratunkowe oraz pracownicy sektorów infrastruktury krytycznej.
CZYTAJ DALEJ

500 dni do Światowych Dni Młodzieży w Seulu

2026-02-23 22:48

Ignacy Gołas

Młodzież podczas spotkania

Młodzież podczas spotkania

O duchowym przygotowaniu do Światowe Dni Młodzieży w Seul mówił podczas niedzielnego spotkania ks. Tomasz Latawiec, koordynator ŚDM w Archidiecezji Wrocławskiej. Wydarzenie zgromadziło około 130 młodych kandydatów do wyjazdu wraz z rodzicami.

Spotkanie rozpoczęło się w kościele pw. św. Apostołów Piotra i Pawła we Wrocławiu. W homilii ks. Tomasz Latawiec nawiązał do Ewangelii o kuszeniu Jezusa: – Czterdzieści dni. Cisza, głód, kuszenie. To nie jest łatwy początek misji. A jednak właśnie tam, na pustyni, objawia się Jego siła. Pustynia to nie kara, ale przygotowanie. Nie miejscem przegranej, lecz miejscem decyzji - podkreślił kapłan, odnosząc te słowa do przygotowań do wyjazdu. - To nie jest wycieczka turystyczna do Korei. To nie egzotyka i nie tylko nowe znajomości. To przede wszystkim pielgrzymka wiary. Jeśli nie przejdziecie swojej pustyni, wyjazd będzie tylko wydarzeniem. Jeśli ją przejdziecie, może stać się przemianą.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję